Przegląd Tygodnia #29 (22.1-28.1.2024)

Tematy: Relacja z V Przeglądu Akordeonistów w Kalnicy im. Tadeusza WasilewskiegoCiekawe ferie w ZS. Dyrektorze, dawaj wreszcie na rozmowę!Trwają roztopy. Czy unikniemy suszy?Trwa burza. Polityczna burza w Brańsku. Wyciągam (wolne) wnioskiWOŚP – dlaczego nie tylko łączy, ale i dzieli?Brański Klub Seniora skończył właśnie 3 lata. Wspomnień czarZdjęcie tygodnia, czyli jak się przecina wstęgiKolejny znany piłkarz o brańskich korzeniach.

V Przegląd Akordeonistów w Kalnicy im. Tadeusza Wasilewskiego

W minioną niedzielę (28.1) podlascy (i nie tylko) akordeoniści zaprezentowali swoje umiejętności podczas V edycji przeglądu w Gminnym Ośrodku Upowszechniania Kultury w Kalnicy (gmina Brańsk). Wydarzenie nosi imię Tadeusza Wasilewskiego (1938-2016) – jednego z najbardziej utalentowanych polskich akordeonistów-samouków.

Przegląd Akordeonistów w Kalnicy z roku na rok podnosi swój prestiż. Podczas pierwszej edycji imprezy (2020) wzięło w niej udział 8 muzyków, natomiast wczoraj uczestników było 27. Jest to pokaźna liczba jak na kilkugodzinne wydarzenie odbywające się w niewielkiej podlaskiej miejscowości.

Mistrz ze Spieszyna

Patronem wydarzenia od 2021 roku jest Tadeusz Wasilewski (1938-2016). Był on cenionym muzykiem-samoukiem, pochodzącym ze Spieszyna w gminie Brańsk (stąd jego przydomek “Mistrz ze Spieszyna”), a w ostatnich latach życia zamieszkującym miasto Brańsk. Głośno w środowisku muzycznym stało się o nim w pierwszej połowie lat 80., gdy z programem utworów Tadeusza Wesołowskiego wygrał w kategorii amatorów na Ogólnopolskim Konkursie Akordeonowym w Białymstoku. Miał on opinię wirtuoza tego instrumentu, jednak nie chcąc porzucić pracy na roli, nie kształcił się muzycznie, a mimo to to właśnie do niego po rady zgłaszali się inni akordeoniści.

I to właśnie amatorzy, samoucy – głównie muzycy weselni – stanowili gros uczestników Przeglądu Akordeonistów. Nie brakowało jednak i uznanych nazwisk wśród profesjonalistów jak choćby Jerzy Kruszewski obdarowany wyróżnieniem za swoją niezwykłą interpretację rosyjskiego romansu “Oczy czarne”. To osoba doskonale znana w Białymstoku – absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie i pedagog, który m.in. prowadzi zajęcia muzyczne w Zespole Placówek Szkolno-Wychowawczych. We wrześniu ur. Kruszewski otrzymał nagrodę przewodniczącego rady miasta dla nauczycieli – animatorów kultury. Nagroda przyznawana jest pedagogom, którzy działając w jednostkach oświatowych na terenie Białegostoku wzbogacają ofertę kulturalną miasta.

Bogactwo repertuaru

Podczas V edycji akordeoniści wykonali dwa utwory – pierwszy o tematyce świątecznej, a drugi wedle własnego wyboru, choć z reguły grane były szlagiery na ten instrument: polki, oberki czy walce. Dozwolone były bisy, a na zakończenie zorganizowano swoiste “jam session” wszystkich akordeonistów.

Warto zauważyć, że jeden z uczestników odegrał nawet typowo weselny marsz autorstwa Mendelssohna. W Kalnicy zaprezentował się także miłośnik harmonijki ustnej, która jest przecież “spokrewniona” z akordeonem. Zgodnie z zamierzeniem organizatorów przeglądu (GOUK w Kalnicy oraz gmina Brańsk) w wydarzeniu mogły wziąć udział osoby z różnych zakątków Polski, stąd reprezentowane były nie tylko podlaskie miejscowości jak wspomniany już Białystok czy też Siemiatycze, Hajnówka, Wasilków, Czarna Białostocka, ale także Łuków jak też Wołomin oraz inne podwarszawskie miejscowości.

W jury Przeglądu Akordeonistów zasiedli: Marcin Nagnajewicz (OiFP, BTL), Bogdan Drozdowski (LZPiT “Skowronki”) oraz córka Tadeusza Wasilewskiego – Danuta.

Renesans akordeonu. Młodzi lgną do tego instrumentu

Rok temu przed publicznością i jury zaprezentowała się rekordowa liczba pań – 3, natomiast tym razem wystąpiła już tylko jedna kobieta. Powiększyło się za to grono dzieci i młodzieży – w 2023 roku swój repertuar zagrało trzech uczniów, natomiast w minioną niedzielę – pięciu. Najmłodszy akordeonista gra na instrumencie zaledwie od 6 miesięcy, a jeden z najstarszych pochwalił się aż ponad 60-letnim stażem w tym muzycznym rzemiośle.

Jak było ze sprzętem? Dominowały instrumenty zabytkowe – jedni kupowali je w kraju, inni udawali się po swoje nabytki do Niemiec, Włoch, a nawet za ocean. Opowiadane historie restauracji instrumentów, nawet targowania się o nie również należy zaliczyć do barwnych.

Zagłębie podlaskiej biesiady weselnej

Brańsk i okoliczne miejscowości słyną z tradycji akordeonowych, które są nierozerwalnie związane z biesiadą weselną. Imprezą z blisko 40-letnią tradycją są “Brańskie Zapusty Muzyczne” znanych wcześniej pod nazwą “Spotkanie Artystów Estrady Weselnej”. Kolejna ich edycja zostanie zorganizowana już 12 lutego (poniedziałek) w nowo wyremontowanej sali remizy OSP.

Skrót występów w czasie V Przeglądu Akordeonistów:

Ciekawe ferie w ZS

Miało być ciekawie i było ciekawie. Tak można powiedzieć o feriach zorganizowanych z myślą o uczniach Zespołu Szkół, czyli najmłodszych mieszkańcach miasta. Odsyłam do licznych materiałów, które pojawiły się na profilu facebookowym szkoły.

Wiecie co? Najlepiej gdyby o placówce, a zwłaszcza zachodzących w niej zmianach, wreszcie opowiedział sam Pan dyrektor, ale uprosić go o rozmowę dla mediów to trudna sztuka, więc póki co – poddałem się. O zgrozo – już z gwiazdami łatwiej było się umówić na wywiad. Tynk nie sypie się uczniom na głowę – jest wręcz odwrotnie, więc na pewno nie ma się czego wstydzić i ma o czym opowiadać.

Trwają roztopy

Tego zjawiska pogodowego nie trzeba wyjaśniać – każdy wie o co chodzi. Niech zatem przemówią zdjęcia przedstawiające stan wody na rzece Nurzec.

Dawno nie było u nas takiej sytuacji, ale raczej nie jest ona nawet podbramkowa. Z dzieciństwa pamiętam wodę podpływającą pod zabudowania posesji przy ul. Binduga, a przecież stamtąd do koryta rzeki wcale nie było aż tak blisko. W dłuższej perspektywie umiarkowane roztopy to same plusy, gdyż pomagają walczyć z suszą.

Trwa burza. Polityczna burza w Brańsku

Pozostajemy w temacie meteorologicznym, ale teraz w przenośni. A więc burza! Tym razem nie będzie o polityce krajowej, ale lokalnej. Do ogólnopolskiej polityki zbliżę się jedynie przy temacie… WOŚP.

W poniedziałek (22.1) odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miasta Brańsk. Niby najważniejszym jej tematem miała być korekta, a właściwie nowa uchwała dotycząca programu socjalnego, ale ostatecznie to przedostatni punkt obrad, czyli tradycyjnie „wolne wnioski i ogłoszenia” pozwolił radnym na dolanie oliwy do ognia pod nazwą – kampania samorządowa. Z racji, że jestem brańskim i nie tylko brańskim – dumnym symetrystą, to wrzucę kamyki do obydwu ogródków. Cóż – trzeba szukać równowagi i nie powinni to nikogo mierzić.

Oto kilka wniosków z sesji (warto wcześniej obejrzeć wolne wnioski, by zrozumieć kontekst):

  • Z powodu choroby Pana przewodniczącego – radnego Bolesty mamy (przy komplecie) parzystą liczbę głosujących. Ostatnio doprowadziło to do podziału w radzie na praktycznie dwa, 7-osobowe obozy. Przez to 4 kandydatów, z których 2 miało uzupełnić skład komisji rewizyjnej (w miejsce nowych wiceprzewodniczących) dostało równe 7 głosów i miejsca nie obsadziła żadna osoba. Wyszło więc jak w tym brzydkim powiedzonku: „wszystkim równo – wszystkim g…o!”. (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać od tego porównania).
  • Powrócił temat remizy. Gdy wydawało się, że na ten temat powiedziano wszystko, to Panowie radni z Panem burmistrzem uznali, że to i tak wciąż za mało. Podtrzymuję swoje zdanie, że samo wyjście z sesji na wizję lokalną/kontrolę nie jest czymś złym. Nie oceniam czy było to show czy nie, nagonka czy nie – tu każdy niech oceni po swojemu, jeśli jeszcze mu się chce. Ze strony burmistrza padły jednak słowa, że całe grudniowe posiedzenie to był „jeden wielki, potężny skoordynowany atak”. Eugeniusz Koczewski powiedział też, że jego zdaniem sesja jest niejako świętością, a jej przerwanie i wyjście do remizy było zachowaniem nie na miejscu. Te słowa o świętości mi się nie spodobały. Sacrum – nawet używanego w przenośni – bym do tego nie mieszał, bo pamiętam jak w czasie tej kadencji bywało z możliwością zabierania głosu przez radnych opozycji. Gdy ci teraz niejako odbijają piłeczkę, trudno wyrażać zdziwienie z tego powodu. Uważam, że burmistrz jednak powinien być przygotowany na różne dziwne i niecodzienne sytuacje – każdy polityk powinien mieć na uwadze, że w jego pracy, w jego mieście mogą pojawić się nie tylko media o szerszym zasięgu, ale także niespodziewani goście typu uchodźcy, wojska nieprzyjaciela czy nawet trzyliterowe skróty jak CBA czy nawet UFO. Po prostu trzeba być gotowym na absolutnie wszelkie okoliczności. Szczególnie w czasie kampanii wyborczej, ale tyczy się to każdego dnia. Przecież Brańsk pamięta przeróżne akcje – zwłaszcza u zarania samorządu miejskiego na początku lat 90. Grzecznie i spokojnie na pewno nie było. Dzisiejsze debaty to przy tamtych awanturach – pryszcz.

  • A co do radnych opozycji. Skoro puszczają oni w świat jakieś oskarżenia lub domysły to trzeba je dokładnie precyzować i mówić otwartym tekstem. Burmistrz przy jednej z takich spraw poprosił o uszczegółowienie, a nie otrzymał odpowiedzi. Polityka to nie tylko zabawa w kotka i myszkę. Są sytuacje kiedy idzie się do końca, a nie bawi się w niedopowiedzenia. Czasami sesja jest też sztucznie przedłużana wskutek powtórzeń pytań czy poruszania naprawdę nieistotnych kwestii. Mówiłem o tym kiedyś jednemu z radnych, że gdy np. rada wyraziła już swoje wspólne stanowisko na dany temat, to nie ma sensu podnoszenie ręki i mówienie „ja też tak uważam”. Tak się robiło w podstawówce, gdy dzieciaki chciały się wyróżnić, zwłaszcza w kłopotliwych sytuacjach, na pytanie nauczyciela “kto to zrobił/kto to powiedział?!” padało gromkie “nie ja!”.
  • Jeden z radnych najpierw przypomniał, że chyba jako jedyny z obecnych na poprzednim posiedzeniu nie udał się na wizję lokalną do remizy. W czasie poniedziałkowej sesji, gdy inny z radnych przemawiał jego zdaniem zbyt długo, postanowił nagle opuścić obrady. Niewątpliwie były to odważne posunięcia z jego strony.
  • Dobrym pomysłem radnych jest propozycja ustalania terminu posiedzeń na konkretny dzień miesiąca np. – ostatni czwartek czy piątek. Wiadomo, że nie da się zawsze tak zrobić, ale pewną regułę/zwyczaj można ustanowić – to ułatwi wszystkim pracę i planowanie czasu. Nie ukrywam, że także mediom.
  • Zadziwia mnie milczenie na sesjach najmniej aktywnych radnych tej kadencji. Zbliżają się wybory i nawet na finiszu kadencji nie widać, by walczyli o głosy swoich wyborców, uwidaczniając się bardziej. Nie wiem – być może niektórzy nie zamierzają już startować, a być może nie czują, by ich opinia wniosła coś do dyskusji. Być może też są oni po prostu wyznawcami zasady: „mowa jest srebrem, milczenie złotem”. Sam tego nie zrozumiem, bo zarabiam na chleb i realizuję swoje pasje tylko wtedy, kiedy nie milczę 😉

Na Facebooku, który stanowił główne miejsce dyskusji w poprzednich wyborach samorządowych, póki co spokój. Zapewne nikt nie chce zrobić niepotrzebnego falstartu. Na razie, jak to mówił Krzysztof Globisz do Donalda Tuska: “za idiotę robię tu ja”.

WOŚP – dlaczego nie tylko łączy, ale i dzieli?

Za nami kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wokół inicjatywy Jurka Owsiaka przez lata narastała atmosfera, że działalność WOŚP nie może podlegać krytyce, gdyż jest to dzieło charytatywne. Dla jednych więc stało się to trudnym tematem, wręcz tematem tabu, czyli o orkiestrze jak o zmarłym – dobrze, albo wcale (z tym też bym polemizował na “zgodnie z prawdą, albo wcale”).

Z roku na rok głos krytyków nieco wyłania się na powierzchnię, poddając w wątpliwość pewne zachowania występujące szczególnie u samego “spiritus movens”. To dobrze – sam chętnie podkreślam, że najgorszą formą cenzury jest autocenzura, czyli sytuacja, gdy boimy się coś powiedzieć w obawie, że nas “zarzucą czapkami”, czyli po prostu zakrzyczą i skrytykują. To chyba pozostałość po PRL-u, gdzie promowano ideę “homo sovieticus” – człowieka sowieckiego.

Moją irytację wzbudza polityczne zaangażowanie Jurka Owsiaka. Kiedyś przede wszystkim promował on wyznawany światopogląd – lewicowy czy liberalny, ale poniekąd miał do tego prawo, bo każdy zna ma swoje ideały, nieważne czy są one kontrowersyjne. Wyrażanie poglądów to również cecha ludzi charyzmatycznych. Gdy jednak jasno określa się swoje sympatie polityczne, to już jest coś nie tak. Przecież Owsiak nie jest politykiem, a jego akcja ma w swoim założeniu łączyć, a nie dzielić.

W ostatnim czasie najwięcej zarzutów o zaangażowanie polityczne JO dało się zauważyć w okresie kampanii wyborczej przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, gdy Owsiak wystąpił na marszu sympatyków ówczesnej opozycji, a Polskę zalały billboardy z wielkim napisem “Polacy! Pokonajmy to ZŁO!!! WYGRAMY” i malutkim dopiskiem “z sepsą”.

Przypomniało mi się wtedy jak to przed laty Andrzej Lepper napisał przeprosiny w gazecie używając podobnego zabiegu:

  • „Zgodnie z decyzją Sądu Okręgowego w Warszawie Andrzej Lepper przeprasza Pana Janusza Tomaszewskiego i oświadcza, że Pan Tomaszewski NIE JEST BANDYTĄ Z PABIANIC, ale ze Zgierza”

Jak na zarzuty o polityczne zaangażowanie odpowiedział Owsiak?

  • “Walczymy z sepsą. Umowy na taką kampanię były podpisane w marcu, a ostateczna umowa w maju. Nie mieliśmy pojęcia, kiedy będzie data wyborów.” – mówił.

Dobra, chłopie – niech Ci będzie, przecież kto by pomyślał, że wybory parlamentarne mogą odbyć się w 2023 roku, na zakończenie 4-letniej kadencji.

Moi znajomi widzieli przed laty zdjęcie z Jurkiem Owsiakiem. Spotkaliśmy się na koncercie Metalliki w 2012 roku. Akurat miałem wtedy osiemnastkę i spotkanie z nim uznałem wręcz za drugi urodzinowy prezent obok wysłuchania ulubionej kapeli na żywo. Nie wstydzę się tego i nie żałuję. W końcu słuchamy podobnej muzyki, a na muzyce Jurek się po prostu zna i długo kształtował gust młodych ludzi, nie tylko na Woodstocku, ale też w radiu i telewizji. Wspierałem WOŚP i też się tego nie wstydzę, choć nie lubię publicznie mówić o jakimkolwiek zaangażowaniu w lokalne akcje charytatywne, poza tymi, które sam staram się nagłośnić, gdyż tego potrzebują. Chcę jednak podkreślić, że WOŚP to nie jest “ZŁO”, ale otoczka budowana wokół jej finałów momentami rozczarowuje. Lansują się tam politycy, celebryci potrzebujący naprawy wizerunku, a ostatnio zaangażowano w organizację wojsko, które przecież miało być takie apolityczne za nowych rządów. Czy dowódcy wojskowi przyjęliby z ochotą każdą prośbę o wsparcie akcji charytatywnych? Raczej byłoby to trudne do wykonania – nawet od samej tylko strony technicznej.

Po sieci krąży mem z politykami Lewicy i napisem “Żądamy rozdziału WOŚP od państwa” – niby to humor, ale coś w tym jest.

Fajerwerki przy “światełku do nieba”? Trochę obrońcy praw zwierząt odzywali się na ten temat parę ładnych lat temu. Dzisiaj ich głos jest praktycznie niezauważalny. Ale za to w Sylwestra i Nowy Rok buzia im się nie zamyka – Facebook gdyby mógł to by wybuchł przy najgorętszych dyskusjach o poszkodowanych “piesełach” na przełomie roku 🙂

Teraz jeszcze jako Polacy mamy do przepracowania: jak co roku – kłótnie i g-burze na temat katastrofy w Smoleńsku (kwiecień) i upadku komuny (czerwiec), zjawiska “parawaningu” na plażach (wakacje), słuszności wybuchu Powstania Warszawskiego (sierpień), Halloween (październik), decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego (grudzień) czy wspomnianych wystrzałów w Sylwestra. A to nie wszystko! Naprawdę mamy się o co kłócić!

Z kolei, jak co wybory, usłyszymy wzajemne zarzuty sympatyków PO i PiS-u, natomiast lokalnie niczym bumerang powróci dyskusja nad powojennymi wydarzeniami w podlaskich miejscowościach, gdy tylko będą zbliżać się kolejne rocznice tego, co jedni nazywają patriotycznymi akcjami podziemia niepodległościowego, a inni – mordami na ludności cywilnej. Wszystko dlatego, że dzieli nas nie tylko “bieżączka”, ale też historia. I w sumie od rozbieżności w interpretacji historii bierze się w dużej części aktualny spór pomiędzy Polakami.

Brański Klub Seniora skończył właśnie 3 lata

Wyświetliło mi się właśnie wspomnienie na Facebooku dotyczące otwarcia Brańskiego Klubu Seniora. Miało to miejsce dokładnie 3 lata temu. A tak wyglądała oficjalna ceremonia w styczniu 2021 roku, czyli w “chorych czasach” koronki:

W związku z tym przedstawię trochę osobistych wspomnień związanych z tym miejscem i ludźmi:

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za jakiś czas czeka na mnie w tym miejscu “zadanie specjalne”. Dziwnie było zostać kierownikiem BKS. Wcześniej “kierowniku” mówili do mnie tylko ludzie, którzy zbierali na piwo pod białostockimi sklepami 😉 Nie o nazewnictwo jednak chodzi, a o zadania. Trzeba było po prostu owe przemiłe towarzystwo rozkręcić, czyli zapewnić im rozrywkę, ale nie tylko. Jedne zajęcia plus wyjazdy były odgórnie przygotowane, a nad innymi trzeba było samemu podumać. Na początku narzekałem, że możemy się nie dotrzeć – szczególnie Klubowicze z okolic Bindugi pamiętali mnie przecież doskonale jako niepoważnego, małego funfla, ale z czasem jednak jakąś wspólnotę zawiązaliśmy i chyba większość z nas wspomina ten czas dobrze, skoro Seniorzy do dziś dzwonią, zachęcając bym ich odwiedził.

Dzisiaj żałuję narzekania i obaw, jakie mi na początku towarzyszyły. Dzisiaj pociągnąłbym ten temat inaczej, odważniej i z większym pożytkiem dla Klubowiczów. Ostatecznie pracowałem do końca unijnego projektu, czyli przez niecały rok. Budżet BKS-u “Pogodni” był wtedy również pogodny. Teraz już takich wysokich dotacji, póki co nie ma. Jak wspomniałem, był to krótki okres, ale gdyby człowiek wiedział, że nie potrwa to dłużej, to działałby bardziej efektywniej i efektowniej.

Nie ukrywam też, że chciałem stworzyć przy ul. Binduga jakąś namiastkę instytucji kultury i nie tylko. Oczywiście nieoficjalną, ponieważ BKS działa pod kuratelą MOPS-u, a nie MOK-u. W czym jednak problem? Stąd przyjeżdżali do nas ludzie związani z lokalną kulturą i nie chodzi tylko o potańcówki, czyli tzw. Bale Seniora prowadzone przez Pana Wojtka.

Odwiedzali nas m.in. poeta, rysownik, historyk, archeolog, bibliotekarka, lekarze, duchowni, a nawet wędkarze i mistrz paraolimpijski. Nie zabrakło oczywiście spotkań z przedstawicielami służb mundurowych (pogadanki o bezpieczeństwie) i harcerzami (w ramach budowania relacji międzypokoleniowych). Ba! Przybył do nas nawet jeden z radnych, czyli poniekąd “wizje lokalne” odbywały się w Brańsku także dużo wcześniej 😀

Do dzisiaj jestem bardzo dumny z moich Seniorów, którzy toczyli boje w… darta. Dla odmiany, Pani Sylwia zabierała ich na przechadzki z kijkami.

Realizacja projektu z kolei zapewniała spotkania m.in. z fizjoterapeutą, psychologiem, pielęgniarką, ratownikiem medycznym, nauczycielami rękodzieła; lekcje informatyki czy też zajęcia kulinarne, rekreację na basenie i wycieczki turystyczne. A to dopiero początek listy.

Jest też akcent stricte humorystyczny – na co dzień jestem abstynentem, choć nie totalnym. Piję raczej okazyjnie, wręcz od wielkiego dzwonu. A tam? Klubowicze nie darowali, nie przepuścili na tych swoich imprezach integracyjnych, stąd więc niczym słynny sekretarz PZPN-u Zdzisław Kręcina – mogłem się “pochwalić”, że “większość alkoholu w życiu wypiłem służbowo”. Do dzisiaj mam z tego – nomen omen – polewkę. Wspominałem wcześniej o 18. urodzinach, ale te przypadające na okrągłą 30. też zapamiętam na długo. Jak jednak napisałem, niczym u biblijnego Koheleta – był czas hucznych zabaw i był czas – a tego było zdecydowanie więcej – na zdobywanie wiedzy i umiejętności oraz na rekreację. Nie zabrakło także lokalnych akcji pomocowych, cieszących się dużym zainteresowaniem dobroczyńców i zaangażowaniem Klubowiczów.

3 lata to dla dziecka ważny wiek w rozwoju. Liczę na dalszy rozwój i życzę Wspólnocie “Pogodnych”, by BKS był dla nich zawsze ważnym miejscem, w którym każdy dzień będzie wciąż przynosił im samą radość i pogodę ducha i dużo, dużo zdrowia. A ruch i dobra kondycja psychiczna przecież sprzyjają zdrowiu.

To właśnie po to powstało owe miejsce, by Wasza aktywność nie gasła pomimo starszego wieku i doświadczenia życiowego, jakie osiągnęliście po latach ciężkiej pracy i wychowywania dzieci. Dziękuję za wszystko i gdzieś tam – np. gdy przemycicie mnie do Waszej okazałej altanki – do miłego zobaczenia!

Zdjęcie tygodnia

To nie będzie stały element każdego Przeglądu, ale czasami warto zauważać pewne fotografie. W ostatnim czasie moją uwagę przykuły dwa obrazki.

Pierwsze foto to strażak interweniujący w czasie pożaru, mający za sobą smugę ognia – okoliczności rzecz jasna smutne, ale fotografia wygląda efektownie i pokazuje trud niesienia pomocy. Niestety nie wiem z której jednostki pochodzi bohater pierwszego planu, ponieważ ów pożar zabudowań gospodarczych zwalczało kilkanaście załóg OSP/PSP.

Zdjęcie nr 2 to już polityka. Szczerze mówiąc, to nieco mnie rozbawiło. Typowa ceremonia przecięcia wstęgi, a na zdjęciu wykonanym w Wyszkach widzimy dwóch dobrze zbudowanych polityków PSL-u, pomiędzy którymi z trudem próbuje się zmieścić człowiek dość drobnej postury – przedstawiciel PiS-u Marek Malinowski (członek zarządu województwa podlaskiego), który zresztą odwiedził swoje rodzinne strony. Więcej “szczęścia” miał w tej sytuacji były minister oświaty Dariusz Piontkowski (PiS), który ustawił się w wygodnej pozycji. Jak to mówią: “lata praktyki 😉

PS: Lokalny rekord osób przy przecięciu wstęgi padł chyba w Brańsku. Naliczyłem podczas jednej z takich uroczystości 22 osoby.

Dodam też, że wirtualna strzelnica w wyszkowskim GCBK to bardzo dobry pomysł. Chcemy takiej w Brańsku!

SPORT

Kolejny znany piłkarz o brańskich korzeniach

Pozostajemy w temacie strzelania, ale bramek. Oficjalnie potwierdziłem w dwóch rzetelnych źródłach, to o czym mówiło się w Brańsku od dawna przy pomocy tzw. poczty pantoflowej. Otóż nie tylko Matty Cash może pochwalić się brańskimi korzeniami, ale także inny reprezentant Polski. Na dodatek stopień pokrewieństwa jest jeszcze bliższy (u Casha jest to babcia-brańszczanka).

Nieżyjący już tata Arkadiusza Milika (piłkarza Juventusu Turyn) urodził się w Domanowie, mieszkając przez wyjazdem na Śląsk (gdzie przyszedł na świat i wychował się Arek) na terenie kolonii Patoki (lub w samej wsi Patoki), natomiast jego dziadek jest pochowany na brańskim cmentarzu. Genów nie oszukasz – nasi ludzie mają dryg do piłki. Arku – bądź jeszcze bardziej brański niż dotychczas!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *