Przegląd Tygodnia #25 (11.12-24.12.2023)

WSTĘP

Czy w święta powinniśmy zajmować się polityką? O politycznej poprawności i kulturze unieważniania

To dobre pytanie. Odpowiem ze swojej perspektywy, czyli osoby, która notorycznie pracuje w święta. Czy to dawniej w szpitalu, czy teraz w mediach – poza czasem dla rodziny i przyjaciół, staram poświęcać się uwagę także innym osobom. Przegląd Tygodnia nr 25 piszę akurat w środku nocy, więc ludziska śpią, a ja klepię w klawiaturę i dobrze się z tym czuję. Minęły dwa tygodnie i trzeba je podsumować – z racji na Boże Narodzenie nie można unikać kwestii, które budziły nasze emocje w tym okresie.

Można po prostu Przeglądu Tygodnia nie czytać w Boże Narodzenie – teraz, drogi Czytelniku masz jeszcze szansę przełożyć lekturę na tzw. „święta, święta i po świętach”. Póki co, życzę Ci miłego świętowania, póki mamy 25 grudnia, bo wtedy ma premierę ten zbiór tekstów.

Nie wychodzę także z założenia, że miłym, życzliwym trzeba być tylko od święta. Przecież to obłuda i niekonsekwencja, która aż nasuwa na myśl przenośnię, że niektórzy „w święta tak jak zwierzęta – mówią wyjątkowo ludzkim głosem”. To tak samo głupie myślenie jak pogląd, że o zmarłych dobrze lub w ogóle. Nie! O zmarłych – prawdziwie lub w ogóle. Zmarłych po prostu nie można oczerniać, bo nie mogą się bronić. Ale z suchymi faktami dyskutować się już nie powinno.

W polityce i nie tylko widzę też zachowania kobiet, które uważają, że nie można ich krytykować lub czegoś im zarzucać, bo twierdzą, że jest to przykład braku szarmancji, a nawet zwykłej kultury osobistej. Moim zdaniem kobieta-polityk, kobieta-urzędnik czy kobieta-lekarz/policjant/ktokolwiek to człowiek jak każdy inny. Przepuszczę taką osobę w drzwiach, ucałuję w rękę na powitanie, ale nie uważam jej za kogoś lepszego lub gorszego ode mnie czy innego mężczyzny. Drogie Panie – i tak macie na starcie lepiej, bo chłopy o Was walczą i w ogóle – płeć piękna wzbudza zachwyt urodą i wdziękiem 😉

Na pewno pamiętacie Państwo niedawną akcję z gaśnicą w Sejmie. Samo zachowanie posła Brauna wyglądało skandalicznie i niebezpiecznie i zostało skrytykowane niemal jednym chórem przez polityków, czołowych publicystów, czyli tzw. szeroki establishment. Czytając jednak komentarze internautów widać, że zdania są podzielone, a nawet miałem wrażenie, że zdecydowanie więcej osób go broniło, a nawet chwaliło. Cóż – widocznie anonimowo nie boją się wyrażać swojej opinii – nie czują obawy przed tzw. cancelowaniem, czyli kulturą unieważniania, co w wielu miejscach świata oznacza po prostu śmierć cywilną. W świecie arabskim wręcz zrobiono z Brauna bohatera (komentarze – „módlmy się, by ten prawy człowiek nawrócił się na naszą wiarę”) – tam się po prostu toczą nieustanne boje z Żydami i to jak sami widzimy – także wojenne. Masowo giną ludzie, w tym szczególnie dzieci. Obydwie strony konfliktu zarzucają sobie zbrodnie ludobójstwa. Stąd też polityka i interesy w tamtej części świata są pozbawione poprawności politycznej. Termin “polityczna poprawność” występuje więc przede wszystkim w Europie i Ameryce Północnej.

A trzymając się Polski – nie mi oceniać światopogląd (nie mylić z postępowaniem) innych osób, choć oczywiście, jak zapewne każdemu z nas, zdarzają się oceny. Najchętniej posła Brauna sam bym zaprosił na rozmowę jak ostatnio zrobiła to redaktor Jaruzelska (osoba o poglądach lewicowych, ale otwarta chyba na każdego rozmówcę) i po prostu odpytał. Nie zrobią tego przecież TVN-y, RMF-y czy TVP pod jakimikolwiek rządami. Od lat jest to gość wygumkowany z mainstreamu. Wygumkowany nieudolnie, bo w internecie chłopina nie zaginął, wręcz odwrotnie. Zobaczymy czy w tych nowych „Wiadomościach”, czyli głównym programie informacyjnym TVP – i9:30 pojawi się ów jegomość.

Niewątpliwie powróciła właśnie dyskusja na temat tego czy zachowanie przedstawicieli jednej nacji można krytykować, a innej już nie. Czy jednych należy wyróżniać lub wręcz się ich bać, a innymi można nawet gardzić? Podobnie z religią – chrześcijaństwo bywa zuchwale atakowane, a zwłaszcza jego symbol – Pismo Święte. Z kolei ci sami śmiałkowie nie będą już tacy zuchwali w kwestii Koranu. Na pewno tematem zakazanym nie są dla nas Niemcy – przecież jeśli chce się Tuska obrazić, to nazywa się go właśnie Niemcem. To już jest w Polsce – przynajmniej wśród ok. połowy społeczeństwa akceptowalne.

O tym sposobie rozgrywania spraw rozmawia się co jakiś czas. Należy zadać sobie jednak przede wszystkim inne pytanie i co zaznaczam, abstrahując od zachowania Grzegorza Brauna. Dlaczego akurat nas, Polaków, czyli jeden z najbardziej tolerancyjnych i otwartych dla innych kultur i wyznań naród (i to od stuleci) oskarża się tak często i zbiorowo o antysemityzm czy też ksenofobię i szowinizm? Przecież Juliusz Słowacki nie na wyrost pisał o Polsce i Polakach:- „Pawiem narodów byłaś i papugą”, czyli jako o tych, co to stale chcą naśladować inne narody, pragnąc się im przypodobać. Niezwykle trafne, Przecież dla Polaka nie ma większej dumy niż taka, gdy ktoś nas pochwali za granicą. Od kiedy mamy globalne gwiazdy sportu jak Lewandowski i Świątek, to już w ogóle szalejemy z radości. Sam jestem zresztą członkiem facebookowej grupy miłośników filmów Kieślowskiego. Ma ona charakter międzynarodowy i jest anglojęzyczna – nie ukrywam, że miło jest widzieć jakim uznaniem – we wcale nie tak wąskim gronie obcokrajowców – cieszy się Polak.

Każdy ma swoją optykę na ten temat. Sam uważam, że rozmawiać należy z każdym i lubię, gdy ktoś ma inne poglądy. To przecież gwarantuje, że nie będzie z nim nudno. Owszem. Niektórym wystarczy po prostu dać się wypowiedzieć, by wręcz sami się skompromitowali, a niektórych należy nieco przyciskać, by wydobyć z nich stanowisko w pewnych sprawach. Mądre lub głupie. Warto rozmawiać jednak zawsze. Rozmawiać – nie atakować, nie wykluczać, nie spychać na margines. Jak dotąd, jeszcze nikomu nie usunąłem komentarza czy zablokowałem komuś konto na BNS. Dopóki ktoś nie łamie prawa swoimi wypowiedziami, to niech śmiało wyraża swoje poglądy. Lepiej z nim polemizować niż go zwalczać.

WYDARZENIA – BRAŃSK

Kiermasz świąteczny „przeniesiony” ze szkoły do Urzędu Miasta

W naszej szkole kilkuletnią tradycją (o ile nie dłuższą) jest organizowanie przedświątecznego kiermaszu, który zasila budżet Rady Rodziców. Przyznam, że imponuje mi to wydarzenie – ludzie są zadowoleni (nie tylko z występów swoich pociech) i zmobilizowani. Tacy wyjątkowo zgodni w dobrym, wspólnym celu. Kiermasz to wiele stoisk, których nie było łatwo przygotować (niektóre wymagały po prostu wcześniejszej „tłoki”) i hojność kupujących.

Niestety mieliśmy też kontrowersję. Jak to w Brańsku – my to chyba lubimy, szczególnie w długie jesienno-zimowe wieczory. Wszystko z powodu zrzutki brańskich przedsiębiorców na dość okazałą maszynę do pielęgnacji halowego parkietu. Na zwołanej dzień później (18 grudnia) sesji Rady Miasta Brańsk doszło do dyskusji na temat owego nowego zakupu. Jedni chwalili oddolną inicjatywę radnej Magdaleny Angielczyk i dyrektor Agaty Puchalskiej, inni – a konkretnie burmistrz Eugeniusz Koczewski – mówili o działaniu, które można zinterpretować jako „wychylanie się” przed samorząd, bo ten jako organ prowadzący za budżet szkoły bezpośrednio odpowiada. Eugeniusz Koczewski podkreślał, że w kwestii mniejszych wydatków nie powinno się zbyt często zwracać do prywatnych sponsorów. Burmistrz, mówiąc o owym wydatku użył słowa „pierdoła”, co zresztą radna szybko podchwyciła, a Koczewski poniekąd musiał później to stwierdzenie „odkręcać”, precyzować co dokładnie miał na myśli. Cóż, przed wyborami używanie skrótów myślowych to duże ryzyko.

Jest też jeszcze jedna kwestia, o której oficjalnie nikt nie mówi, ale powiedziały mi o niej „brańskie wiewiórki”. Mianowicie usłyszałem, że nie wszyscy przedsiębiorcy wiedzieli o tej zbiórce. Co najmniej dwie osoby w luźnej rozmowie ze mną narzekały, że chętnie by się dorzuciły, ale teraz to już „musztarda po obiedzie”. Mam nadzieję, że wyszło tak, a nie inaczej ze zwykłego przeoczenia organizatorów, a nie z jakiegokolwiek innego powodu. Jakby nie mówić – jako takiej listy wszystkich brańskich przedsiębiorców nie ma (choć można w sumie spróbować ją stworzyć). W tamtym momencie nie było więc takim prostym zadaniem, by ich zebrać w kolumnie i po kolei odhaczać. Podobny problem miałem zresztą sam z czymś takim jak:

Lista najbardziej wpływowych brańszczan

A właściwie to lista „Kto jest kim?”. To pierwsze takie zestawienie. Staram się eksperymentować i pewne pomysły sprawdzone w ogólnopolskich mediach nieśmiało przenosić na nasz stricte lokalny grunt. Zobaczymy czy taka konwencja się przyjmie w naszej niewielkiej społeczności. Do dzisiaj nie wiem jak na nią moi Czytelnicy reagują.

Nawiasem mówiąc, lista została wyjęta z szuflady po ok. pół roku i zaktualizowana – nie chciałem pominąć żadnego istotnego nazwiska, a zarazem pragnąłem zastosować łatwe do oceny kryteria takie jak funkcja danej osoby + ewentualna widoczna aktywność. Stąd znaleźli się tam np. dwaj radni opozycji (łącznie radnych na liście jest tylko 4 z 15), ponieważ – niezależnie czy się z nimi zgadzamy czy nie – niemal każda ich obecność w czasie obrad Rady Miasta gwarantowała dyskusję na różne tematy miejskie i okołomiejskie. To dodatkowy bodziec pobudzający władze. I tu również dygresja – kto by burmistrzem nie był, warto aby miał za swoich rządów aktywną opozycję. Wtedy ipso factum jest zobowiązany do wykazywania większego zaangażowania i większej przejrzystości.

Kogoś na liście z pewnością zabrakło (byłem jednak otwarty na propozycje), ale mamy kolejne 12 miesięcy, by każdy kandydat mógł w tym czasie „zbierać punkty”. Najbardziej wyczekiwani są społecznicy z krwi i kości. Mamy ich deficyt w mniejszych miejscowościach, choć i tak jest teraz o wiele lepiej, ponieważ można np. skupiać się w organizacjach (jak np. KGW), tak aby nie być „samotną wyspą”.

Znowu wspomnę dziś o naszych biznesmenach. Wielcy nieobecni to najwięksi brańscy pracodawcy. Wolałem nikogo nie umieszczać, zamiast kogoś niesprawiedliwie pominąć. Zresztą są i tacy, którzy bardzo chcą być pomijani – chcą by było o nich cicho. Wyjątek na liście z grona osób prowadzących u nas swój biznes stanowią dwie panie, ale znalazły się one na liście z nieco innych powodów (pełnienie funkcji, promocja miasta).

Nie posiadam dokładnych danych kto ile osób zatrudnia. Liczenie „na oko” nie jest dobre, a chciałem aby zestawienie było wymierne. I w sumie każda osoba zatrudniająca innych, zapewnia coś naszemu miastu i zasługuje na wyróżnienie. Przynajmniej tutaj chcę to dostrzec – zresztą nie po raz pierwszy. Tak więc pracodawcy są wpływowi, są ważni – ale w 2023 wyróżniam ich tylko jako zbiorowość.

Remont sali za 200 tys. zł. Kto będzie jej patronem?

W czasie sesji budżetowej wspominano o czekającym nasz Urząd Miasta remoncie sali konferencyjnej. Niewątpliwie potrzebnym, ale dyskuje i to niemałe wzbudza jego planowany koszt, czyli ok. 200 tys. zł. Mityczne już jest mówienie o kolejnych inwestycjach przez mieszkańców, że „samemu to bym zrobił o wiele taniej, a jak coś przechodzi przez samorząd, to już kosztuje o wiele drożej”. Pytanie czy da się inaczej – własnym sumptem? Tu już niech wypowiedzą się specjaliści od prawa i samorządów.

Cała 43. sesja – jak już większość z nas wie – była jedną z najbardziej burzliwych, stąd też burmistrz Koczewski wspomniał o pomyśle radnego Prześniaka, by nazwać salę imieniem św. Jana Pawła II i zastanawiał się czy osoba największego z Polaków nie jest używana instrumentalnie i czy miejsce częstych kłótni jest lokalizacją godną takiego patronatu. Dobrze, że Pan burmistrz to powiedział. Dzięki temu będę miał okazję, by po raz kolejny skrytykować pomysł Pana radnego, który chyba wziął się z emocji, ponieważ zbiegł się z serią ataków na osobę Jana Pawła II. Dzisiaj jest już cicho na temat tamtych spekulacji i oskarżeń, stąd można przedyskutować patronat raz jeszcze. Sam stanowiska nie zmieniam – jeżeli papież Polak ma już w Brańsku swój pomnik, ulicę i Dom Pomocy Społecznej (nawet pisząc PT, mam obok na półce jego zdjęcie i kilka książek jego autorstwa) to nie dążmy do przesady i postawmy lepiej na osobę lub grupę osób zasłużonych lokalnie. Podkreślajmy swoją podmiotowość. Moje propozycje to:

  • Ks. Józef Chwalko, na którego temat chciałem zresztą zaproponować powstanie komiksu
  • Brańscy Sprawiedliwi ratujący Żydów w czasie II wojny światowej, choć ci akurat mają swoją pamiątkową tablicę u wejście do UM
  • Jedna z nieżyjących już osób, które rządziły miastem. Niech zostanie wybrana taka postać, która najbardziej zasłużyła się Brańskowi i nie budzi kontrowersji. Najlepiej niech to będzie ktoś sprawujący władzę w pierwszej połowie XX wieku. Szczególnie, że przecież sala konferencyjna służy przede wszystkim lokalnym politykom. Tak jest w Sejmie, że sale noszą patronaty ludzi zasłużonych w tej dziedzinie.

Spór o remont remizy – post scriptum

Temat poniedziałkowej wizji lokalnej w czasie sesji Rady Miasta poruszałem zarówno na łamach Brańsk NON STOP jak i bransk.eu. Obszernie, więc teraz będzie krócej.

Odbiór społeczny głośnej sprawy – jak już mówiłem i jak potem mówiły wiewórki – był różny. Na mieście zdania były podzielone. Mam nadzieję, że pomimo wielu zawirowań, nastąpiły/następują/nastąpią dość szybko poprawki. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, postaram się obejrzeć remizę raz jeszcze i podkreślam, że „chłopskim okiem”. Nie jestem rzeczoznawcą, ani ekspertem od wykończeniówki.

Niewątpliwie mleko się rozlało i byliśmy świadkami kolejnego głośnego nieporozumienia strażaków z władzami miasta. Najważniejszy jest jednak finał tej sprawy. Wiecie co jest w sumie teraz najistotniejsze? To proste. Żeby wszyscy się ze sobą dogadali i nikt nie unosił się honorem – bo, a to ci nie zostali wysłuchani, a to tamci czują się zaatakowani. Emocje na bok. Remiza ma lśnić i wszyscy mają być zadowoleni.

No chyba, że chcemy powtórki z Kleszczel, gdzie w 2014 roku w efekcie konfliktu z panią burmistrz, druhowie wystawili swój KWW „Strażak” i objęli aż 10 z 15 mandatów w Radzie Miasta plus urząd burmistrza. Nikogo absolutnie nie podburzam do robienia powtórki – przecież o tym przykładzie niemal zza między było głośno w całej Polsce i jest on mniej lub lepiej znany i opisany w mediach. Poszło m.in. o… wóz, który nie mieścił się w remizie. Tam zapewne miał znaczenie wątek ambicjonalny, którego moim zdaniem mimo wszystko lepiej w polityce samorządowej unikać. Najważniejsze ma być przecież dobro społeczności. Przed wyborami jednak zawsze będzie dochodziło do różnych interpretacji działań wszelakich osób i grup.

WYDARZENIA – Region i kraj

TVP i PO vs PiS – post scriptum

Teraz dokończenie tematu będzie dłuższe – tu doszły nowe wątki, a ja lubię pisać o mediach i polityce.

W minionym tygodniu pisałem także (na łamach BNS) o sytuacji w tzw. mediach publicznych. Nie ukrywam, że był to jeden z moich trudniejszych tekstów, wszak elektorat brański jest ukierunkowany najbliżej partii Prawo i Sprawiedliwość i nietrudno go urazić. Nie oznacza to jednak, że problemy owego obozu politycznego mają być u mnie tematem tabu. Nic z tych rzeczy!

Ogólnie z PiS-em jest niełatwo pod wieloma względami. Np. zwłaszcza dziennikarze ogólnopolscy sygnalizują, że trudniej o bezpośredni wywiad z politykami partii, szczególnie z dalszego szeregu. Wcześniej zielone światło najczęściej musi dać „góra”, czyli bardziej wpływowy polityk lub biuro prasowe. A to mi przypomina sytuację z księżmi – ci bez zgody biskupa najczęściej nie mogą zabierać głosu w mediach. To utrudnia komunikację – przede wszystkim oddziela dziennikarza od polityka szklaną ścianą już na samym starcie.

Dlaczego o tym piszę? Chodzi o sztywność i brak zaufania, a także brak dystansu do siebie. Skrytykować trudno, a podśmiać się z polityków jak to kiedyś bywało na porządku dziennym – to już w ogóle ryzykownie. W przypadku przedstawicieli innych partii umawiasz się przede wszystkim z człowiekiem, nie instytucją. Najwyżej polityk oberwie od partii po fakcie – za wypowiedziane słowa. Szczególnie będąc w opozycji ten luz by się członkom PiS-u przydał, bo inaczej dalej będą zrażać do siebie ludzi z tzw. pogranicza. Ludzi niezdecydowanych. Z kolei – raz jeszcze powtórzę – wierni wyborcy dają się betonować w poglądach (zaraz podam nowe przykłady), przez co Polska staje się krajem dualizmu. Krajem dwóch prędkości. A my nie możemy tak mocno się dzielić, gdy za wschodnią granicą mamy wojnę! Ruscy tylko zacierają rączki na nasz wewnętrzny konflikt. Przecież najbardziej zagorzali wyborcy PO też bywają ślepi na argumenty drugiej strony i tak oto mamy kontynuację polaryzacji społecznej. Mamy problem międzyludzki i to duży. Podejrzewam zresztą, że miliony Polaków właśnie kłócą się o poglądy polityczne przy świątecznych stołach, gdyż jesteśmy teraz mocno rozpolitykowani. Lada chwila, a w sumie ma to już miejsce od lat – wyroki w sądach w sprawach politycznych będą podważane, bo jak orzeczono czyjąś niekorzyść, to na pewno sędzia był zwolennikiem PO/PiS. Podobnie w mediach – jeśli coś powiedziano w TVN-ie to na pewno bujda, a jak w Republice to już „najprawdziwsza prawda”. I vice versa, na odwrót – wierny wyborca PO też nie przyzna racji treściom z TV Republika, ale za TVN-em to już gotów jest skoczyć w ogień. Brakuje tylko zrobić listy: wojskowych, nauczycieli i lekarzy – platformerskich i pisowskich i mamy gotowy demontaż państwa. A państwo jest przecież jednym organizmem i lepiej by nie cierpiał na choroby autoimmunologiczne.

Po moim tekście dostawałem głosy, że za mało miejsca poświęciłem kwestiom prawnym zmian w TVP. Jak już wspominałem dziś – nie będę mędrkował w kwestii prawa, ale cóż – pewne rzeczy widać gołym okiem i oczywiście nie mam zamiaru ich przemilczeć.

Tak – PO swoją rewolucją w TVP psuje państwo. Nawet jeśli usunie tępą propagandę i spełni tym samym obietnice daną swoim wyborcom i pewnie wielu innym Polakom, to robi to w bardzo „niefajny” sposób. Sposób niegodny naśladowania. Uchwała sejmowa nie jest źródłem prawa – jest tylko zajęciem stanowiska w danej sprawie i nie ma mocy wiążącej. Pomijanie prezydenta RP na drodze do zmian jest bardzo słabe. Jak powiedział jeden z publicystów, działanie ministra Sienkiewicza przypominało trochę, a nawet bardzo sceny z powieści historycznych… jego pradziadka Henryka, gdzie czytaliśmy o zajazdach, czyli zaboru gwałtem. A mamy przecież XXI wiek i partię, która lubi nazywać siebie „demokratyczną”.

Poniekąd rozumiem, że potrzeba rewanżyzmu, szybkiej zemsty i igrzysk dla części ludu była ogromna, ale krótko mówiąc, ci „demokraci” narobili sobie w papiery już na samym starcie rządzenia. Nie wiem, może trzeba było znaleźć temat zastępczy na omówienie spotkania unijnego, a może po prostu Tusk chciał żeby zrobić ten cały „kipisz” przed świętami, by w międzyczasie obrońcy TVP w dawnym kształcie się zdemobilizowali. Tak czy inaczej – zbyt wielu apolitycznych pracowników spoza informacji i publicystyki oberwało obuchem na tym „wjeździe z drzwiami ” nowej opcji. A przecież nie powinni i nie zasługują na takie traktowanie. Zwłaszcza, gdy pracują w TVP od wielu lat i przeżyli już wiele rządów.

Nie można mówić, a tym bardziej postępować na zasadzie, że i tak prędzej czy później TVP, PAP i Polskie Radio byłyby nasze, więc jaka to różnica? Różnica jest i to duża – lepsza lub gorsza, ale tzw. podkładka, glejt musi być i nie róbmy sobie jeszcze większych jaj z demokracji, w tym przede wszystkim Konstytucji RP. Teraz to przecież PiS krzyczy: „Kon-sty-tu-cja!”.

Pora na wątek lokalny, czyli TVP3 Białystok. Nasza lokalna telewizja ucierpiała w tym samym czasie co TVP Info. O ile funkcjonariuszy ogólnopolskiej propagandówki (tak, podtrzymuję to zdanie) nie żałuję i to nawet od strony ludzkiej, ponieważ byli i są bezczelni, a za swoje szczucie brali naprawdę grubą kasę, o tyle Kolegów i Koleżanek z podwórka jest mi nie tylko szkoda, ale nawet się z nimi poniekąd solidaryzuję.

Byłem na jednym z protestów, wprawdzie jako reporter, a nie uczestnik (co ciekawe w takiej samej roli stawiali siebie pracownicy TVP3 – dziennikarze i operatorzy jako relacjonujący wydarzenie) i dowiedziałem się, że prostu nagle odizolowano ich nie tylko od transmisji reportaży w teleodbiornikach, ale gdy przenieśli się na Facebook to zabrano im także dostęp do tej formy. Ostatecznie są tylko na kanale YouTube, ale oglądalność ich materiałów znacząco spadła. A ja chcę z nimi rywalizować na zdrowych zasadach. Nie chcę konkurować z podziemnym medium. To jest barbarzyństwo, bo wiem, że w TVP3 Białystok ten przechył polityczny nie był aż tak ostry i właśnie dlatego nie można owej załogi wrzucać do jednego worka z propagandzistami z TVP Info. Regionalni dziennikarze nie są milionerami za służbę partii. Najczęściej starają się mówić o najważniejszych ugrupowaniach w miarę ludzki sposób i przygotowują także debaty polityków różnych opcji (program „Bez kantów”). Wiadomo – idealnie nie jest, ale nasi lokalsi z TV nie zasłużyli na taki cyrk. Jest tylko jeden problem…

Ten problem to ich obrońcy. Wśród ok. 100 osób większość przemawiających stanowili politycy jednej partii i związanego z nią związku zawodowego. Wbrew pozorom, obecność tylko jednej strony nie pomaga dziennikarzom, ale robi wokół ich problemu otoczkę stricte konfliktu na linii PO-PiS. Przez to dziennikarzy mediów państwowych czyni się niejako zakładnikami kolejnych rządów (Jezu, jakie to jest chore!). Użyte przed siedzibą przy ul. Włókienniczej porównania do stanu wojennego? Wiadomo, że są one na wyrost, ale gdzieś tam analogie można znaleźć od biedy i stanowczo podkreślam, że od biedy (grudzień, brak sygnału, brak luźnego dostępu do informacji z regionu – szczególnie przez starsze osoby). Krzyczenie jednak w ramach kontrataku znowu o Tusku-Niemcu, co ma iść Berlina, to kolejny kamyczek, oliwa do ognia w wojnie polsko-polskiej. Ta spirala wzajemnej nienawiści wygląda jak jakieś – za przeproszeniem – pieprzone błędne koło, z którego nie możemy jako Polacy się wydostać. Na zakończenie zresztą zebrani odśpiewali rotę Konopnickiej i aż dziw, że część polityków pierwszych zwrotek nie znała na pamięć, ale śpiewała z tekstu znalezionego w telefonie. Za to wers „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił” wybrzmiał niemal jak pod batutą dyrygenta. Serio, nie idźmy w tę stronę – nie żyjemy w czasie zaborów. Nie potrzebujemy też patosu nad wyraz.

Na koniec mojego długiego i drugiego wywodu o TVP, znowu pojawi się przytyk pod adresem PiS-u. A dokładniej problemu, który partia sama sobie stworzyła. Otóż Prawo i Sprawiedliwość nie wyhodowało sobie przez aż 8 lat „zapasowej” telewizji, a teraz politycy krzyczą, że głos partii z Nowogrodzkiej nie wybrzmi dostatecznie w polskiej przestrzeni medialnej. Po prostu wystarczyło nie wychodzić z założenia, że TVP będzie wiecznie należała do PiS-u. Wy tam w PiS-ie myśleliście, że będziecie wiecznie rządzić? W demokracji to raczej niespotykane – zawsze jest jakaś rotacja.

TV Republika to taki nie do końca profesjonalny twór, w którym dalej audycje są prowadzone w studiach, które w sumie profesjonalnymi studiami nie są, ponieważ jest tam używana zielona płachta tzw. green screen, na którą nanosi się jakieś zdjęcie w tle dla rozmawiających ze sobą osób. Czyli dokładnie tak jak w Świecie według Kiepskich (sceny poza mieszkaniem, korytarzem i kiblem). Wygląda to komicznie i jest robione „po taniości”.

A przecież TV Republika za czasów PiS-u otrzymywała ogromne wpływy z reklam od spółek skarbu państwa. Przejedzone na pensje czy co? Dlaczego szef owej telewizji zamiast budować jej markę, rozbudowywać zaplecze, praktycznie nie wychodził ze studia TVP? Skusiło go większe grono odbiorców? Wyszło tak, że zamiast „gotować obiad dla swojej rodziny we własnym domu, chodził gotować do sąsiada”. Efekty widzimy dzisiaj nie tylko w TV Republika, ale i w TV Trwam, która również nie urosła na tyle, na ile mógłby chcieć wyborca i polityk PiS-u. Tak to widzę z zewnątrz, starając się na chwilę wejść w buty osób z tego obozu politycznego. Zresztą TV Republikę też zdarza mi się oglądać – lubię np. coniedzielny salonik Ziemkiewicza, ale jak można mówić, że jest tam teraz trzeźwa ocena sytuacji, skoro goście Saloniku wiedzą, że za ich plecami pracują uciekinierzy z TVP? Muszą przez to z pewnością nieco się autocenzurować. A autocenzura to najgorsza forma cenzury – gdy boisz się coś napisać lub powiedzieć. Niedługo jakakolwiek krytyka PiS-u nie będzie pasować do narracji owej TV, która gra na „syndrom oblężonej twierdzy”.

Zmarła dyrektor Bożena Grotowicz

Więcej w TYM tekście.

Długodystansowiec. Nowy wojewoda podlaski

Po 8 latach z funkcją wojewody pożegnał się Bohdan Paszkowski z PiS. Odejście było oczekiwane – urząd wojewody jest związany z wynikiem wyborów parlamentarnych. A dokładniej z reguły jest związany, ale nie musi. Wszystko zależy od woli premiera i ministra spraw wewnętrznych.

Wypadałoby zrobić „osąd bohatera” i wspomnieć o najważniejszych decyzjach Paszkowskiego z tego okresu, ale przyznam szczerze, że bliżej z twórczością tego Pana zapoznałem się dopiero w ostatnim półroczu. Na jego jesiennych decyzjach skorzysta z pewnością Brańsk, ponieważ wojewoda jako tzw. długa ręka rządu w terenie wydał decyzje co do powstania Klubu Malucha/żłobka w Brańsku oraz rozbudowy drogi krajowej nr 19, którą dość często przejeżdżają brańszczanie. Ogółem takich dobrych wiadomości dla naszego regionu miał w czasie swoich rządów zresztą wiele, trafiając w odpowiednią koniunkturę polityczno-społeczno-gospodarczą, która uczyniła go niejako „dobrym wujem” od rozdawania rządowych pieniędzy na różne cele.

Z kwestii mniej merytorycznych, Bohdan Paszkowski to gaduła niemiłosierny. Kiedy nagrywając go, bateria zaczynała świecić mi się na czerwono, zawsze zastanawiałem się czy sprzęt dotrwa do końca jego kolejnego długiego przemówienia. Liczy się jednak przede wszystkim treść – mówił kwieciście i mimo wszystko na temat, dysponując dużą wiedzą historyczną. Nie wiem jak u innych – u mnie wzbudzał pewną sympatię. Nie widziałem by akurat były już wojewoda wdawał się w głośniejsze konflikty polityczne. W takich sytuacjach sprawdzał się raczej marszałek województwa Artur Kosicki, który zresztą przemawiał w ostrym tonie w obronie TVP3 Białystok.

Bohdana Paszkowskiego zastąpił 46-letni Jacek Brzozowski, czyli dotychczasowy dyrektor Departamentu Prezydenta Miasta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego. Ukończył historię na Uniwersytecie w Białymstoku w 2002 roku. Od blisko 20 lat jest wykładowcą akademickim, obecnie pracuje na Wydziale Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku. To również pomysłodawca Festiwalu Dyplomatycznego im. prof. Stefana Mellera, który odbywa się na Uniwersytecie w Białymstoku od 2016 roku. Autor programu nauczania historii dyplomacji i protokołu dyplomatycznego w szkole średniej.

Heh, zobaczymy czy nowy wojewoda będzie bardziej sumiennym urzędnikiem czy jednak bardziej elastycznym – „dyplomatą” 😉 Na pewno ma już doświadczenie w długofalowych wyzwaniach, ponieważ – podobnie jak nasz batiuszka Marek Jakimiuk – Jacek Brzozowski w wolnych chwilach uprawia ultramaraton.

Brańska pastorałka

Na zakończenie wreszcie brański temat, który może budzić tylko pozytywne odczucia. Brańskie Koło Gospodyń “Bona” nie tylko spotkało się na wigilii (bardzo dobry pomysł), ale także nagrało zupełnie nową – własną pastorałkę i naprawdę – jak na amatorskie dzieło, wygląda to świetnie. Jest klimat i serio nie ma mowy o kiczu. Takie brańskie “We are the world”, choć bardziej w przypadku świątecznego utworu pasują porównania do “Do they know it’s Christmas”

Tym optymistycznym akcentem zakończmy 25. Przegląd Tygodnia. Jeszcze raz życzę Państwu zdrowych, rodzinnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia! I daj Boże za rok doczekali.

W kolejnym tekście, a kto wie – może w formie wideo – podsumuję 2023 rok w Brańsku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *