Przegląd Tygodnia #23 (20-26.11.2023)

Drodzy Czytelnicy,

Postanowiłem, że do podsumowania tygodnia będę dodawać także wątki ogólnopolskie (zwłaszcza polityczne) oraz sprawy społeczne. Z czasem będą pojawiać się także warte uwagi ciekawostki. Sport czeka z kolei podsumowanie roku, dlatego na razie zabraknie tej rubryki.

O wszelkich propozycjach tematów proszę mnie informować w komentarzach na BNS, prywatnej wiadomości lub drogą mailową. Chętnie się do nich odniosę. (kp)

TEMATY NUMERU: Ogólnopolski Dzień Seniora – Trolling i oszustwo w internecie. Nie dajmy się nabrać! – Dlaczego uczniowie opuszczają szkołę? – Reklama alkoholu złym pomysłem – Fenomen Szymona Hołowni (analiza)

Bal z okazji Dnia Seniora

W Brańskim Klubie Seniora „Pogodni” odbył się bal z okazji Ogólnopolskiego Dnia Seniora. Oprócz klubowiczów, udział w nim wzięli m.in. burmistrz E. Koczewski, sekretarz J. Witkowska oraz kierownik MOPS E. Witkowska. Z ich rąk seniorzy otrzymali prezenty. Imprezę poprowadził tradycyjnie pan Wojtek Ostrowski, natomiast o pożywkę dla ciała zatroszczyło się Brańskie Koło Gospodyń. Koleżanki z „Bony” oferują także boxy świateczne – pozwólcie, drodzy Czytelnicy że je tutaj zareklamuję, bo Panie na to zasługują.

Ze swojej strony przesyłam najlepsze życzenia Klubowiczom i wszystkim mieszkańcom Brańska 60+ ( dodam, że od tego roku mam już takiego jegomościa u siebie w rodzinie 😉 ). Bardzo dziękuję za telefony od Seniorów zachęcające do przybycia na ich święto – to bardzo miłe i zobowiązujące. Na pewno wpadnę na Bindugę przy innej okazji – może uda się zrobić jakąś pogadankę z Seniorami przed kamerą. Naprawdę warto utrwalać wspomnienia reprezentantów najstarszych pokoleń.

Internetowa ściema

Ostatnio wśród moich znajomych z Brańska natrafiłem na post, który spotkał się z licznym odzewem ok. 60 osób. Mianowicie jak grzyby po deszczu rosną fałszywe konta w mediach społecznościowych, w których troll lub oszust podszywa się pod znane osoby lub znane firmy. I tak oto fejkowy profil Biedronki obiecał za napisanie komentarza: paczkę żywnościową, darmowe bony zakupowe, a nawet gotówkę. Oczywiście to ściema na całego – profil powstał dzień wcześniej, strona miała (ponieważ już nie istnieje) ok. sto polubień i zaledwie jeden post na swoim koncie grafika na ten temat w poście Brańsk Non Stop).”>(patrz –> grafika na ten temat w poście Brańsk Non Stop).

Od nikogo z Państwa na szczęście nie wyłudzono pieniędzy – zapewne dlatego, że zwyczajnie była to próba zrobienia sobie jaj z przypadkowych osób. Gdyby jednak warunkiem otrzymania paczki było np. wysłanie SMS-a, to kto wie jakby się to dalej potoczyło i ile by taka wiadomość kosztowała oraz jak liczne byłoby grono naciągniętych w ten sposób odbiorców.

Każdy z nas jest narażony na takie zagrania, ponieważ jednak większość ludzi z reguły jest życzliwa i tej życzliwości od innych oczekuje. Szczególnie, że idą święta – najbardziej bogaty w ludzką dobroć okres w roku. Czy jeśli zapytamy kogoś przypadkowego na ulicy lub w miejscu publicznym o cokolwiek, to całkowicie nas zlekceważy? W większości przypadków nie. Tak to właśnie działa.

A propos życzliwości. Mała dygresja. W minioną sobotę zresztą sam miałem ciekawą przygodę. Po zatankowaniu samochodu, wracałem sobie do mieszkania, ale po kilkuset metrach słyszę trąbienie, samochód z tyłu wjeżdża na sąsiedni pas, a kierowca macha rękami. Pomyślałem sobie – a cóż to ja mogłem przeskrobać? Otóż rzeczywiście nikomu krzywdy nie zrobiłem – po prostu po raz pierwszy zdarzyło mi się, że przez pośpiech nie zamknąłem korka wlewu paliwa i tak sobie jechałem jak ciamajda przez Białystok z owym dyndającym po karoserii przedmiotem. Cóż, dobrze, że mamy jeszcze w społeczeństwie ludzi, którzy potrafią zareagować w taki sposób. Prosty, serdeczny ludzki odruch, a jakże pożyteczny! 🙂

SZKOŁA – dlaczego uczniowie ją „opuszczają”?

W naszej szkole dzieje się tak wiele, że aż trudno opowiedzieć o wszystkim z okresu minionego tygodnia. Na pewno na uwagę zasługują inicjatywy takie jak: „Dzień Misia”, zbiórka artykułów na rzecz podopiecznych fundacji „Dzielni i Waleczni”, Dzień Profilaktyki czy choćby wycieczka uczniów SP do Orli, ale nie do słynnej “szeptuchy”, lecz na zajęcia w stylu „Jak to jest zrobione” w tamtejszej fabryce sieci IKEA.

Co do ostatniego wydarzenia, to dodam że jest to świetny pomysł, by nie ograniczać się do wiecznej teorii wykładanej na zajęciach, ale bazować także na praktyce. Po prostu pokazywać rzeczywistość bardziej namacalnie. Moje czasy szkolne (a dokładniej kwestia wycieczek) upłynęły pod znakiem tragedii pod Jeżewem w 2005 roku, w której zginęło 13 białostockich maturzystów. W kolejnych latach zorganizować spokojnie wycieczkę przychodziło większości nauczycieli z trudem, ponieważ mimo nierzadko najszczerszych chęci, wymagana przesadna papierologia wygrywała nad zdrowym rozsądkiem. Owszem – bezpieczeństwo jest ważne, ale gdyby wypadki były codziennością, a nie zbiegiem pechowych okoliczności w życiu tzw. typowego Kowalskiego, to jeden z moich najwierniejszych Czytelników (pozdrawiam, Arku), który ubezpiecza ludzi, musiałby zmienić fach.

Dzisiaj dzieciaki i młodzież jeżdżą i to dużo – na pewno będą przez to bardziej ubogacone. Z racji, że przed laty zdarzyło mi się poprowadzić kilka lekcji z uczniami zarówno SP jak i LO, to pamiętam też jak po 2010 roku wchodziły do szkół tablice interaktywne. Dzisiaj jest to chyba standard. Po prostu do nowych czasów trzeba się dostosowywać, choć niepokoi też fakt, że jesteśmy mocno przebodźcowani (szczególnie przed media społecznościowe) i naszą uwagę o wiele trudniej skupić na książce, w której – jakby nie mówić – brakuje tzw. efekciarstwa, a jest przecież bogata w informacje.

Na koniec spraw szkolnych, postanowiłem wspomnieć o moim ulubionym sporcie szkolnym, czyli unihokeju. Jezu, jak ja lubiłem w to grać! Zresztą jako klasa „tłukliśmy” praktycznie wszystkie inne szkolne zespoły. Tu też czuję po latach niedosyt, ponieważ nigdy nie zorganizowano dla tak zdolnego rocznika żadnych zawodów międzyszkolnych. Ale to już było i nie wróci więcej. Dzisiaj na zawodach świetnie radzą sobie nasze uczennice. Poniżej w poście lista ich ostatnich osiągnięć – chyba wszyscy wierzymy, że to dopiero początek fajnej sportowej przygody. Powodzenia!

Wigilijne piwo

Skoro jesteśmy dzisiaj w temacie ściemy, to warto wspomnieć o „niezwykłym geście” koncernu produkującego piwo, który chce ufundować kilka milionów posiłków potrzebującym z okazji zbliżających się świąt. Do promocji tej inicjatywy użył wizerunku znanej pary (aktorka i prezenter telewizyjny), którzy przynajmniej do tej pory uchodzili w moich oczach (i nie tylko moich) za jedno z niewielu totalnie normalnych małżeństw wśród polskich gwiazd. Srogo się zawiodłem, ponieważ – niezależnie jak gęsto by się tłumaczyli – połączyli świąteczne pomaganie i stół wigilijny z promowaniem piwska. Reklama zawsze działa na skojarzeniach – czy tego chcemy czy nie.

W sumie ma to pewien związek – niestety bardzo negatywny. Wiele polskich dzieci nie może przeżyć normalnie świąt Bożego Narodzenia właśnie z powodu nałogu alkoholowego występującego w rodzinie i wiążącymi się z tym aktami przemocy. Owszem. Można mieć to totalnie gdzieś, jeśli to nas bezpośrednio nie dotyczy, ale czy to w porządku z naszej strony? Czy mamy to przemilczeć? Myślę, że nie.

Wiadomo, że większość z nas świętuje pijąc alkohol, ale nie chodzi o żadne prawienie morałów i zabieranie komuś wódki ze stołu. Jako dorośli jesteśmy wolnymi ludźmi. Chcesz to sobie pij – najlepiej z umiarem, czego każdemu życzę. Tu chodzi o reklamę alkoholu – jej formę i kontekst. Np. w internecie jest w sumie dozwolona reklama niemal wyłącznie piwa, a celebryci i tak mają to gdzieś, reklamując wysokoprocentowe trunki na przeglądanym m.in. przez dzieci Facebooku. Dlaczego to bezczelnie robią? Po prostu sąd im wciśnie kilkadziesiąt tysięcy zł kary za łamanie ustawy o wychowaniu w trzeźwości, ale jest to przecież niewielka część dochodu uzyskanego od reklamodawcy. Śmieją się wszystkim w twarz, a potem taki gość od reklamy whisky prowadzi programy, gdzie tropi obłudę polskich gwiazd i polityków.

Szymon Hołownia – moja analiza

A skoro wspomniałem polityków, to przy okazji nowej kadencji polskiego parlamentu na portalu Białystok Online (moja nowa redakcja – po 3 miesiącach ogłaszam oficjalnie kto teraz się ze mną męczy) zapoczątkowałem cykl „Prześwietlamy polityków”. To takie podsumowanie działalności 17 podlaskich parlamentarzystów (14 posłów i 3 senatorów) w ostatnim czasie. W sumie to też Przegląd Tygodnia, ale tylko o wybrańcach ludu z naszego regionu. Nie będę się rozwodził więcej na ten temat – odsyłam do poniższego artykułu:

https://www.bialystokonline.pl/podlascy-politycy-w-sejmie-i-senacie-holownia-jest-gwiazda-sasin-ma-klopoty,artykul,139194,1,1.html

Na tych łamach zatrzymam się jednak nieco dłużej nad fenomenem Szymona Hołowni. Wszyscy o nim teraz mówią, ponieważ prowadził popularny program telewizyjny, a teraz… w sumie też prowadzi chętnie oglądane show, ale już jako marszałek Sejmu, a więc druga osoba w państwie.

Trudno mi pisać o tym gościu całkowicie na chłodno, ponieważ mam względem niego dużą dozę zwykłej ludzkiej, a nawet męskiej empatii i solidarności, nawet jeśli nie lecą mi łzy podczas czytania Konstytucji (celowa prowokacja – przypomnienie poprzedniej “łatki” tego polityka). W końcu nie znam drugiej osoby, z którą miałbym tak wiele podobnych życiowych doświadczeń – nawet zachowując odpowiednie proporcje i różnicę wieku (16 lat). Ci którzy znają mnie prywatnie, wiedzą o co chodzi, ale mniejsza o to. Postaram się jednak ocenić nieco jego styl jako polityka.

Z obecnym marszałkiem Sejmu widziałem się osobiście zaledwie 4 lub 5 razy. Pierwsze nasze spotkanie było przypadkowe, ale jakże uświęcone! – jakiś gość w czasie mszy w jednym z białostockich kościołów obrócił się w moją stronę, podając rękę na znak pokoju. Zdziwiłem się, że jest wysokiego wzrostu – wszystko przez wiecznie towarzyszącego mu Marcina Prokopa, wyższego bodaj o głowę.

Potem widywałem go na konferencjach prasowych przed ostatnimi wyborami. Miał chłop gadane, nie bał się kamer (był z nimi, co oczywiste wręcz zaprzyjaźniony), a przy okazji towarzyszyła mu niezwykła pewność siebie, wręcz ocierająca się o swego rodzaju butę. Ostatecznie jednak nie lekceważył ludzi – widząc nieco oddalone mikrofony, starał się mówić głośniej (jako „telewizyjne zwierzę” mógłby przeszkolić w tej kwestii np. mówiącego bardzo cicho ministra Piontkowskiego), a po zakończeniu pierwszej części chętnie odpowiadał także na pytania innych dziennikarzy z mniejszych (ale wcale nie gorszych!) redakcji, pomimo że „towarzysze broni” go ciągle poganiali. Przez Rynek Kościuszki przetaczały się w tym samym czasie wycieczki. Turyści z innych miast naprawdę chętnie pozdrawiali lidera Polski 2050. Polityczni oponenci widzieli w nim główne zagrożenie. Minister Andruszkiewicz poświęcił mu nawet oddzielną konferencją prasową, o co zresztą Hołownię wówczas zapytałem:

O tym, że lubią i ufają mu sami białostoczanie i Podlasianie, a przynajmniej najliczniejsza część z grona wyborców, nie muszę chyba dłużej opowiadać – rekordowy wynik, blisko 80 tys. głosów to prawdziwy polityczny nokaut.

Co zmieniło się po wyborach?

Przede wszystkim Hołownia założył okulary i wydaje się, że chyba zrobił to dla większej powagi, skoro kilka tygodni wcześniej mu nie towarzyszyły. Podczas piątkowej wizyty w Białymstoku zrobiłem mu ok. 130 zdjęć i część z nich przedstawia ciągłe poprawianie tego przedmiotu na nosie. Stwarzało to wrażenie, że okulary nie towarzyszą mu zbyt często. Sam też w pracy czasami noszę „oksy”, ale takie ze specjalnym filtrem (wiadomo – wiele godzin przy komputerze męczy gały) i po dłuższych przerwach w noszeniu potem co chwila je poprawiam. Sporadyczni okularnicy – też tak macie? Podejrzewam, że tak 😉

Swoją drogą prezydent Duda też nosi okulary od wielkiego dzwonu – na inaugurację kadencji Sejmu miał je na nosie, a np. podczas spotkań z prezydentem Ukrainy praktycznie w ogóle (nie mogę znaleźć zdjęcia w szkiełkach). Fenomen okularów to w sumie dobre pytanie do zadania ekspertom ds. marketingu, wizerunku politycznego. Z pewnością nie są one noszone tylko do czytania.

Orędzie marszałka Hołowni do narodu? Świetnie napisane, ale zarazem niewymagające wielkiego wysiłku intelektualnego ze strony autora. Najważniejsze sprawy poruszone w zaledwie 3,5 minuty w mądrym tonie, bo pojednawczym. Jak się jednak okazało, tych słów nie napisał sam marszałek, ale członek jego ekipy, a dokładniej think tanku Strategie 2050. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony, gdyż jestem przekonany, że Hołownia spokojnie by sobie poradził z takim wyzwaniem jak stworzenie dobrego orędzia. Nieskromnie mówiąc, nawet dla mnie byłaby to pestka i dla każdego średnio ogarniętego dziennikarza czy pisarza w tym kraju. A Hołownia to przecież były uznany dziennikarz, publicysta i autor blisko 20 książek. Ma nie tylko gadane, ale i pisane.

Hołownia mówiący o grotesce z powoływaniem rządu Morawieckiego? Owszem, wszyscy chyba widzimy, że jest to zabawna sytuacja, ale w rzeczywistości im później Donald Tusk obejmie urząd premiera, tym dłużej na pierwszym planie będzie marszałek Sejmu. A on lubi być w centrum. Dlatego ową niecierpliwość uważam za polityczny blef. Hołownia lubi długo mówić, rozwlekać tematy aż do przesady, a przy tym gestykulować niczym tłumacz języka migowego. Można rzec „ma talent”, ale naprawdę – po raz kolejny nie chcę być złośliwy.

Wspomniana piątkowa konferencja prasowa w Białymstoku, w czasie której Hołownia wystąpił po raz pierwszy w swoim rodzinnym mieście jako marszałek Sejmu, przypominała mi wykład wybitnego profesora, który umie przemawiać i zarazem pokazuje, że „kocha siebie z wzajemnością”. Hołownia przemawiał tak długo (przypominam raz jeszcze jak dużo zdjęć mu zrobiłem – wiele po prostu z nudów, dla zabicia czasu), że potem miał już niewiele czasu na odpowiedzi do pytań dziennikarzy, a przecież po to organizuje się konferencje prasowe, by odpowiedzieć na jak najwięcej z nich (chyba). A nie wciąż pokazywać, że się umie świetnie wypowiadać i zamiast dwóch zdań na dany temat, rozwlekać się do 5-6. On naprawdę nie musi niczego udowadniać pod tym względem. No chyba, że przyjął taktykę na start w wyborach prezydenckich w 2025 roku (akurat po zmianie na fotelu marszałka) i teraz chce wycisnąć ze swojego tzw. pierwszego wrażenia jak najwięcej. Bo przecież pierwsze wrażenie można zrobić na kimś tylko raz…

Nowy marszałek prowadzi obrady bardzo sprawnie, a zarazem z dużą tolerancją wobec politycznych oponentów. Idzie mu na tyle dobrze, że został nawet publicznie doceniony przez polityka PiS. Za jedną z pochwał pod adresem Hołowni, minister Schreiber dostał wręcz (nie)mały ochrzan od prezesa Kaczyńskiego i to na oczach kamer. Hołownia zdaje się sprawiać wrażenie dawno niewidzianego w Polsce polityka centrum, który chce dogadać się z wszystkimi. Taka nowa łatka może mu tylko pomóc, ponieważ zmęczeni ciągłym, prawie 20-letnim politycznym sporem dwóch obozów (PiS i PO) Polacy mogą chcieć w roli prezydenta obsadzić kogoś kto potrafi przemówić ponad podziałami, a czasami także po męsku postawić się. Co tu dużo mówić – chodzi im o takiego drugiego Kwaśniewskiego co to potrafił się „szorstko przyjaźnić” i miał gadane. Co, a właściwie kto może przeszkodzić Hołowni w dalszym progresie swojego politycznego projektu i własnego wizerunku? Moim zdaniem tylko Donald Tusk, ponieważ stare, cwane polityczne lisy lubią ogrywać mniej doświadczonych graczy wraz z ich mniejszymi partiami. Przypomnę, że Hołownia jest w polityce od 3 lat, a w parlamencie od dwóch tygodni. Takie są fakty…

Pożyjemy zobaczymy. Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *