W upalne dni brański zalew przyciąga mieszkańców niemal naturalnie. Jest plaża, jest woda, można było nawet wypożyczyć sprzęt pływający. Kąpać się jednak nie wolno. Według relacji mieszkańców zdarza się, że przestrzeganie zakazu kontroluje policja. Czy rzeczywiście dlatego, że jest to zbiornik retencyjny? A może zakaz wprowadzony przy otwarciu zbiornika stał się dla miasta najwygodniejszym rozwiązaniem stałym?
Informacje o policyjnych interwencjach nad brańskim zalewem wywołały ożywioną dyskusję. Jedni pytają, po co miastu zalew, skoro nie można się w nim kąpać. Inni odpowiadają: „To jest zbiornik małej retencji, a nie kąpielisko. Tak musi być”.
Problem w tym, że nie musi.
Zbiornik retencyjny może jednocześnie służyć rekreacji, wędkarstwu, uprawianiu sportów wodnych, a po spełnieniu odpowiednich warunków również kąpieli. Takie kąpieliska działają w wielu miejscach w Polsce. Funkcja retencyjna nie jest więc przeszkodą wynikającą z natury rzeczy ani z powszechnie obowiązującego prawa.
W Brańsku kąpiel jest zabroniona przede wszystkim dlatego, że tak zdecydowała Rada Miasta.
Zakaz ustanowiło samo miasto
30 grudnia 2020 roku Rada Miasta Brańsk przyjęła uchwałę nr XV/95/2020 w sprawie regulaminu korzystania ze zbiornika retencyjnego. W regulaminie zapisano wprost:
Na terenie obiektu obowiązuje zakaz:
1. Kąpieli,
Nie jest to zatem jedynie ostrzeżenie, że wchodzimy do wody „na własną odpowiedzialność”. Zakaz został wprowadzony aktem prawa miejscowego, a art. 55 Kodeksu wykroczeń przewiduje za kąpiel w miejscu zabronionym grzywnę do 250 zł albo karę nagany.
Policja, pilnując przestrzegania zakazu, wykonuje więc swoje obowiązki. Pretensje kierowane wyłącznie do funkcjonariuszy rozmijają się z istotą problemu.
Właściwe pytanie brzmi inaczej: dlaczego po prawie sześciu latach od otwarcia zalewu Brańsk nadal nie stworzył mieszkańcom choćby niewielkiego, bezpiecznego, regularnie badanego i sezonowo nadzorowanego miejsca do kąpieli?
Tym bardziej że temat ten podnoszono już podczas prac nad regulaminem. Z protokołu posiedzenia komisji z 28 grudnia 2020 roku wynika, że obecny radny, Krzysztof Prześniak zwracał uwagę na konsekwencje przyjęcia uchwały. W dyskusji wskazywano również, że dopuszczenie kąpieli wymagałoby między innymi przeprowadzenia badań wody i zapewnienia ratownika.
Warto więc dzisiaj wrócić do uwag zgłaszanych przez radnego Krzysztofa Prześniaka i zapytać zarówno jego, jak i całą obecną Radę Miasta: skoro konsekwencje zakazu dostrzegano już w 2020 roku, dlaczego przez kolejne lata nie podjęto poważnej dyskusji nad zmianą regulaminu? Radni mają realne możliwości, aby taką debatę rozpocząć.
Ostatecznie wybrano jednak rozwiązanie najprostsze: zakaz. I jak dotąd żadna kolejna rada nie zdecydowała się tego rozwiązania zmienić.
Kiedy Brańsk kąpał się w Nurcu
Dzisiejsza sytuacja staje się jeszcze bardziej paradoksalna, gdy spojrzymy na stare fotografie Brańska.

Foto: Kąpielisko “Chłopska Jama”.
W latach 80., 90., a także znacznie wcześniej, kąpiel w Nurcu była jedną z ulubionych letnich rozrywek mieszkańców. Zachowane zdjęcia pokazują nie pojedynczych śmiałków, lecz całe grupy ludzi: dzieci, młodzież i dorosłych. Nad rzeką było gwarno, tłoczno i radośnie. Nurzec był miejscem spotkań, odpoczynku i zwyczajnej codziennej rekreacji.
Nie potrzebował wielkiej kampanii promocyjnej. Był częścią życia miasta.

Foto: Kąpielisko “Piracka”.
Z czasem zwyczaj kąpieli w rzece zaczął zanikać. Ostateczny cios zadały mu prace związane z budową zbiornika i kolejną regulacją Nurca, podczas których zniszczono ostatnie w miarę wygodne, naturalne kąpieliska.
Zalew powstał, ale nie zastąpił rzeki jako miejsca, z którego mieszkańcy mogliby bezpiecznie i swobodnie korzystać do kąpieli. Brańsk został więc z Nurcem, w którym prawie nikt już się nie kąpie, oraz ze zbiornikiem, w którym kąpać się nie wolno.
Co zrobiliśmy z naszą rzeką?
Sam jestem zwolennikiem kąpieli w rzece. Mam nad Nurcem swój niewielki azyl i kiedy tylko mogę, korzystam z kąpieli. Dla mnie ta woda jest niepowtarzalna – czysta, orzeźwiająca, płynąca, żywa i życiodajna. Oczywiście to tylko moja subiektywna ocena. Kąpiel w Nurcu daje mi nieporównywalnie więcej przyjemności niż kąpiele we wszystkich jeziorach czy morzach, w których dotychczas pływałem. Być może przemawia przeze mnie przywiązanie do własnej rzeki, ale właśnie dlatego tym bardziej żałuję, że przez dziesięciolecia nie zadbano o to, aby Nurzec zachował lub odzyskał przyjazne mieszkańcom plaże, bezpieczne zejścia do wody i odcinki umożliwiające sensowne spływy kajakowe.
Foto: Kąpielisko “u Korzenia”.
Rzeka była wielokrotnie regulowana. Prace prowadzone w latach 30. XX wieku można jeszcze rozpatrywać w kontekście ówczesnych, powszechnych w całej Polsce przedsięwzięć melioracyjnych. Kolejne ingerencje coraz mocniej zmieniały jednak jej naturalny charakter. Ostatnia duża regulacja była związana z budową zbiornika retencyjnego.
Z punktu widzenia technicznego zapewne miała swoje uzasadnienie. Z punktu widzenia krajobrazu, przyrody i rekreacji oznaczała jednak kolejne podporządkowanie rzeki funkcjom hydrotechnicznym. W dobie narastających susz coraz częściej krytykuje się zwłaszcza takie regulacje, które prostują koryta, przyspieszają odpływ wody i ograniczają naturalną zdolność rzeki oraz jej doliny do retencji.
W efekcie Nurzec coraz mniej przypomina miejsce, do którego chce się wejść, nad którym chce się rozłożyć koc albo którym chce się popłynąć kajakiem. Zamiast rozwijać kulturę bezpiecznego korzystania z rzeki, stopniowo odwracaliśmy się od niej. W pewnym momencie najprostszą odpowiedzią stały się również tablice z zakazem kąpieli.
Być może chodziło o bezpieczeństwo i obawę przed odpowiedzialnością w razie wypadku. Tyle że zakaz nie przywraca rzeki mieszkańcom. Nie zastępuje również dobrze przygotowanego kąpieliska.
Co zatem stało się z brańszczanami? Czy naprawdę przestaliśmy lubić wodę? A może przez lata przyzwyczajono nas, że rzeka i zalew mają być przede wszystkim oglądane z brzegu?
Zalew jako wielka obietnica
Przez około dwadzieścia lat budowa zbiornika była jednym z najważniejszych tematów kolejnych kampanii samorządowych. Zalew miał chronić przed suszą i podtopieniami, poprawiać bilans wodny, ale jednocześnie miał stać się impulsem do rozwoju rekreacji.
Już w materiałach wyborczych KWW Ziemi Brańskiej z 2014 roku pojawiały się plany zagospodarowania otoczenia przyszłego zbiornika: budowy dróg dojazdowych, boiska, siłowni, placu zabaw i ścieżek rowerowych. Proponowano również, aby o sposobie urządzenia tego terenu współdecydowali mieszkańcy.
W 2018 roku, gdy ogłoszono pozyskanie pieniędzy na inwestycję, pisałem na Bransk.eu w tekście „Zbiornik retencyjny w Brańsku – refleksji słów kilka”, że wielu mieszkańców wyobraża sobie przyszły zalew jako miejsce z plażą, czystą wodą i tłumem kąpiących się ludzi. Ostrzegałem jednak, że rzeczywistość może okazać się zupełnie inna.
Dziś możemy powiedzieć, że te obawy nie były bezpodstawne.
Ówczesny burmistrz Czesław Sokołowski zapewniał, że inwestycja pomoże w promocji Brańska, przyciągnie osoby zainteresowane wypoczynkiem oraz umożliwi korzystanie ze sprzętu wodnego i wędkowanie. W 2020 roku, tuż przed oficjalnym otwarciem akwenu, zapowiadano budowę pomostu od strony północnej oraz wyznaczenie bojami miejsca do kąpieli. Miało to nastąpić w kolejnym roku.
Pomost i kąpielisko nie powstały. Zamiast nich pojawił się formalny zakaz.
Kajaki tak, kąpiel nie. Koło ratunkowe też nie?
Zbiornik nie jest jednak przestrzenią zamkniętą dla rekreacji. Powstała plaża, altanki, ławki i kosze. Działała wypożyczalnia kajaków i rowerów wodnych. Władze miasta chętnie podkreślały rekreacyjne walory tego miejsca.
Szczególnie wymowna dyskusja odbyła się w 2023 roku. Jak wynika z protokołu posiedzenia komisji z 22 maja 2023 roku, radny Jerzy Dąbrowski zaproponował umieszczenie przy zbiorniku koła ratunkowego. Zastępca burmistrza Joanna Witkowska odpowiedziała, że koło nie może tam wisieć, ponieważ obowiązuje zakaz kąpieli.
Trudno o lepszy przykład urzędniczego paradoksu.
Ludzie mogą wypływać na zbiornik kajakami i rowerami wodnymi, ale koło ratunkowe miałoby być niewłaściwe, ponieważ nikt nie powinien się kąpać. Tyle że sprzęt ratunkowy nie służy wyłącznie osobom, które świadomie łamią zakaz. Z kajaka można wypaść. Ktoś może wpaść do wody przypadkowo. Człowiek tonący nie przestaje potrzebować pomocy tylko dlatego, że znalazł się w miejscu objętym zakazem.
Zakaz nie powinien być argumentem przeciwko bezpieczeństwu.
Zbiornik retencyjny może być kąpieliskiem
Najczęściej powtarzany argument obrońców obecnego stanu brzmi: „To jest zbiornik małej retencji, więc kąpieliska być nie może”.
To nieprawda.
Prawo wodne przewiduje, że kąpielisko jest wydzielonym i oznakowanym fragmentem wód powierzchniowych, umieszczonym przez radę gminy w corocznym wykazie kąpielisk. Organizator musi złożyć odpowiedni wniosek, zapewnić badania jakości wody, właściwe oznakowanie oraz bezpieczeństwo osób korzystających z miejsca.
Nigdzie nie zapisano, że funkcja retencyjna automatycznie wyklucza funkcję kąpielową.
Najbliższy i najbardziej wymowny przykład znajduje się w Ciechanowcu. Oficjalne kąpielisko „Wyspa” działa tam na zalewie utworzonym na tej samej rzece – Nurcu. Woda jest regularnie badana, wyznaczono strefę kąpieli, działa pomost i infrastruktura rekreacyjna.
W lipcu 2026 roku badanie wykazało okresową nieprzydatność wody do kąpieli z powodu przekroczenia poziomu enterokoków. Po kolejnym badaniu, 22 lipca, wodę ponownie oceniono jako przydatną. Jednocześnie z powodu braku ratowników kąpielisko działa w 2026 roku tylko w wyznaczone dni i godziny. Ten przykład dobrze pokazuje, jak powinien funkcjonować system bezpieczeństwa: poprzez badania, bieżące informacje i dostosowanie zasad korzystania do rzeczywistych warunków.
W internetowych dyskusjach pojawiały się również komentarze, że zbiornik musi pozostawać wyłączony z kąpieli przez rok albo do zakończenia okresu gwarancji.
Nie znalazłem jednak żadnego ogólnego przepisu ustanawiającego taki wymóg. Jeżeli w przypadku brańskiej inwestycji istnieje szczególny zapis umowy, decyzji, pozwolenia lub warunków dofinansowania, który rzeczywiście wyklucza utworzenie kąpieliska, Urząd Miasta powinien go wskazać i opublikować.
Do czasu przedstawienia takiego dokumentu informacje pojawiające się w komentarzach należy traktować jako niepotwierdzone.
Nie chodzi o zachęcanie do łamania zakazu
Ten tekst nie jest zachętą do ignorowania regulaminu ani do wchodzenia do niebadanej i niestrzeżonej wody. Zalew jest miejscem głębokim, a korzystanie z każdego akwenu wymaga rozsądku. Alkohol, brawura, przecenianie swoich umiejętności i skoki do nieznanej wody mogą prowadzić do tragedii.
Właśnie dlatego potrzebne jest miejsce zbadane, oznaczone i nadzorowane.
Tablica informuje o zakazie i umożliwia jego egzekwowanie, ale sama nie usuwa zagrożenia ani nie sprawia, że ludzie przestają wchodzić do wody. Nie jest to wyłącznie przypuszczenie. W jednej z wcześniejszych internetowych dyskusji o brańskim zalewie mieszkańcy pisali wprost: „jest woda, jest plaża, a ludzie i tak się kąpią” oraz „zakaz kąpieli – znaki są, a i tak ludzie korzystają”. Inni wspominali o kontrolach policji i pytali, czy rzeczywistą przyczyną zakazu jest brak badań wody i ratownika.
Ta dyskusja niemal streszcza cały problem. Miasto stworzyło plażę nad wodą, z której ludzie chcą korzystać, ale zamiast przygotować bezpieczne warunki do kąpieli, ustanowiono zakaz, który – według relacji mieszkańców – bywa egzekwowany przez policję. Potrzeba kąpieli jednak nie zniknęła – została jedynie wypchnięta poza system badań, nadzoru i ratownictwa. To kolejny przykład osobliwej brańskiej tradycji rozwiązywania problemów nad wodą za pomocą tablic z zakazem.
Skoro mieszkańcy rzeczywiście korzystają z zalewu w upalne dni, samorząd powinien zarządzać istniejącą rzeczywistością, a nie udawać, że problem został rozwiązany jednym punktem regulaminu.
Co powinno zrobić miasto?
Nie byłoby uczciwe obarczać wyłącznie obecnych władz odpowiedzialnością za wszystkie decyzje podejmowane przez ponad dwadzieścia lat. Pomysł zalewu, przygotowanie inwestycji, budowa, regulamin i późniejsze zaniechania należą do różnych kadencji.
Jednocześnie tylko obecne władze mogą dziś rozpocząć proces zmiany.
Urząd Miasta powinien przede wszystkim:
- Ustalić i publicznie przedstawić, czy istnieją rzeczywiste przeszkody techniczne, prawne lub wynikające z warunków dofinansowania, które uniemożliwiają utworzenie kąpieliska.
- Zlecić wstępne badania wody i ocenę możliwości wydzielenia bezpiecznej, płytszej części zbiornika.
- Oszacować koszt utworzenia sezonowego kąpieliska – nawet niewielkiego i działającego tylko w najcieplejszych tygodniach albo w wybrane dni.
- Przeanalizować zmianę regulaminu z 2020 roku i rozpocząć procedurę umieszczenia kąpieliska w corocznym wykazie.
- Niezależnie od dalszych decyzji zapewnić przy zbiorniku podstawowy sprzęt ratunkowy oraz czytelną informację o zasadach bezpiecznego korzystania z akwenu.
- Wrócić również do Nurca: przygotować bezpieczne zejścia do rzeki, miejsca wypoczynku i odcinki przyjazne kajakarzom.
Być może badania wykażą, że woda nie nadaje się do stałej kąpieli. Być może niezbędne inwestycje okażą się kosztowne. Być może istnieją problemy techniczne, o których mieszkańcy nie wiedzą. Wtedy należy je rzeczowo przedstawić.
Nie wystarczy jednak powiedzieć: „To zbiornik retencyjny i tak musi być”, ponieważ przykłady z innych miast pokazują, że nie musi.
Mamy rzekę i zalew, ale nie mamy gdzie się kąpać
Stare fotografie, które dołączamy do tego artykułu, nie są jedynie nostalgiczną dekoracją. Są świadectwem czasów, gdy Nurzec łączył ludzi. Pokazują, że kultura kąpieli i wypoczynku nad wodą naprawdę była częścią Brańska.
Nie wszystko z przeszłości należy bezrefleksyjnie odtwarzać. Dziś wiemy więcej o jakości wody, odpowiedzialności zarządców i zasadach bezpieczeństwa. Powinniśmy jednak wykorzystywać tę wiedzę do tworzenia lepszych warunków, a nie wyłącznie do mnożenia zakazów.
Brańsk nie potrzebuje wielkiego aquaparku. Potrzebuje kawałka bezpiecznej plaży, regularnie badanej wody, bojami wyznaczonej strefy, podstawowego sprzętu ratunkowego i ratownika w okresach największego zainteresowania. Potrzebuje również odzyskania Nurca jako rzeki nie tylko regulowanej, pogłębianej i oglądanej z mostu, lecz także przeżywanej przez mieszkańców.
Dziś mamy rzekę i zalew, ale nie mamy ani jednego oficjalnie wyznaczonego, regularnie badanego i nadzorowanego miejsca do kąpieli.
Od tłumów rozbawionych ludzi w Nurcu przeszliśmy do plaży nad zalewem, na której wolno siedzieć i się opalać, a przez pewien czas można było również wypożyczać sprzęt wodny – nie wolno jednak wejść do wody.
Zatoczyliśmy osobliwe koło.
Najwyższy czas rozpocząć poważną rozmowę o tym, jak ponownie oddać wodę mieszkańcom – nie poprzez łamanie zakazów, lecz poprzez mądrą zmianę miejskiej polityki.

