Nie przyjechałem na te tereny walczyć o kożuchy i wieprze, ale walczyć o sprawiedliwość. Tak samo jak walczyłem o Wilno, tak samo krew będę przelewać za Polskę na tej ziemi.
kpt. Romuald Rajs „Bury” – marzec 1946 roku
Kpt. Romuald Rajs „Bury” był podoficerem zawodowym Wojska Polskiego, uczestnikiem wojny obronnej 1939 roku, w której pełnił funkcję dowódcy plutonu zwiadu konnego 85. pułku piechoty wchodzącego w skład 19. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”.
Po bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, wraz ze swoim plutonem Tatarów Wileńskich, wycofywał się przez Lubelszczyznę w kierunku Wileńszczyzny, gdzie w Nowej Wilejce przed wojną stacjonował garnizon jego pułku. Już w trakcie tego odwrotu miał sposobność zetknąć się z postawami ludności białorusko-prawosławnej wobec rozbitych i rozproszonych oddziałów Wojska Polskiego.
Po powrocie do Wilna, od początku okupacji niemieckiej zaangażował się w działalność konspiracyjną. Od września 1943 roku służył w III Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej, dowodząc I kompanią szturmową. Brał czynny udział w operacji „Ostra Brama”, uczestnicząc w walkach o dzielnicę Belmont.
Za męstwo, odwagę i zasługi w walkach partyzantki wileńskiej został odznaczony Krzyżem Walecznych oraz Krzyżem Virtuti Militari V klasy, a następnie awansowany do stopnia porucznika.
Po zakończeniu operacji „Ostra Brama” uniknął aresztowania przez Sowietów i przedostał się do Białegostoku, gdzie pod przybranym nazwiskiem Jerzy Góral został wcielony do armii Berlinga.
27 grudnia 1944 roku mianowano go dowódcą plutonu w Samodzielnym Batalionie Ochrony Lasów Państwowych stacjonującym w Hajnówce.
W maju 1945 roku, wraz z całym swoim plutonem, dołączył do formującej się w rejonie Brańska V Brygady Wileńskiej AK pod dowództwem mjr. Zygmunta Szyndzielarza „Łupaszki”.
We wrześniu 1945 roku, po rozformowaniu V Brygady Wileńskiej AK, wraz z podległym mu szwadronem przeszedł do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Okręgu Chrobry. Otrzymał awans na stopień kapitana oraz funkcję szefa Pogotowia Akcji Specjalnej tego Okręgu. W krótkim czasie, do stycznia 1946 roku, utworzył największy i najsilniejszy oddział partyzancki działający na terenie województwa białostockiego.
Dopiero wówczas możliwa stała się realizacja rozkazu Komendanta Okręgu NZW mjr. Floriana Lewickiego „Kotwicza”, wydanego 20 września 1945 roku, nakazującego pacyfikację terenu południowo-wschodniej części powiatu „Burza” (Bielsk Podlaski). Końcowa część rozkazu precyzyjnie określała, kogo miała dotyczyć pacyfikacja: funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, agentury UBP (szpicli) oraz osób wrogich wobec sprawy konspiracyjnej.
Podkreślić należy jednoznacznie: rozkaż dotyczył odwetu na ludności wrogiej wobec konspiracji, a nie ludności białorusko-prawosławnej jako takiej — wbrew narracjom rozpowszechnianym przez twórców tzw. „czarnych legend”.
Powody wydania rozkazu i jego realizacji
Zrozumienie przyczyn wydania tego rozkazu wymaga uwzględnienia realiów panujących po wkroczeniu Armii Czerwonej i ustanowieniu nowej, sowieckiej okupacji, a także odniesienia się do wcześniejszych doświadczeń z okresu okupacji niemieckiej oraz zachowań części ludności białorusko-prawosławnej zarówno we wrześniu 1939 roku, jak i w okresie międzywojennym (1920–1939).
Poniżej przytoczone zostały wypowiedzi źródłowe, pozostające w bezpośrednim lub pośrednim związku z wydarzeniami z okresu 29 stycznia – 2 lutego 1946 roku:
- Meldunek ppor. Jana Eljaszuka z 15.11.1944 r.: „W ramach NOW stworzyłem oddział egzekutywny celem likwidacji szpiclów, gdyż w przeciwnym razie zdrajcy oddadzą najlepszych synów Ojczyzny w ręce NKWD”.
- Meldunek Komendanta Obwodu AK-AKO Bielsk Podlaski – maj 1945 r.: „Ludność białoruska w olbrzymiej większości sprzyja Sowietom i PKWN-owi. Do Polaków odnosi się wrogo. W przypadku przejścia samoobrony przez wieś białoruską dziesiątki donosicieli biegną z meldunkiem do Milicji Obywatelskiej… Ostrzeliwanie oddziałów samoobrony AK przez Białorusinów we wsiach białoruskich zdarza się bardzo często”.
- Sekretarz KW PPR Edwarda Orłowska – kwiecień 1944 r.: „Gros elementu partyjnego stanowią Białorusini”. Obsada personalna struktur UB i MO w powiecie bielskim była analogiczna. Liczba członków PPR w powiecie bielskim wynosiła 547 osób, z czego 463 były narodowości białoruskiej.
- Ulotka pozostawiona przez oddział „Burego” po pacyfikacji wsi Szpaki – 2 lutego 1946 r.: „Za strzelanie do żołnierzy polskich i oddziałów partyzanckich”. Przez strzelanie do żołnierzy polskich należy rozumieć żołnierzy z 1939 r.
- Raport I sekretarza KC Komunistycznej Partii Białorusi Pantelejmona Ponomarienki dla Józefa Stalina z 25.09.1939 r.: „Białoruscy chłopi przejawiają wspaniałe nastroje, jak mogą, tak pomagają Armii Czerwonej”.
- Zeznania Eugenii Bazyluk z Zaleszan, złożone podczas procesu „Burego” w 1949 r.: „Spalona wieś nasza została tylko z tych powodów, że byliśmy dobrze ustosunkowani do Rządu Polskiego, jak również do Związku Radzieckiego, i wrogo ustosunkowani do band leśnych”. Przez „bandy leśne” rozumiano partyzantów polskich.
- Zeznania Stefana Filipczuka ze wsi Szpaki: „Po przejściu frontu byli partyzanci normalnie pracowali na swoich gospodarstwach, ale udawali się niejednokrotnie do lasu, gdzie mieli ziemiankę. Broń też mieli. Ochraniali przez cały czas wieś…”. Chodzi o partyzantkę sowiecką.
- Zeznania Raisy Pszczoły ze wsi Szpaki z 1996 r.: „Po spaleniu wsi nie chciano przyjąć nas na zakwaterowanie. Twierdzono, że wieś ucierpiała na skutek działalności mego ojca i takich jak on. Ludzie wiedzieli, że chodził on wraz z jakąś grupą w lesie…”.
- Relacja dotycząca wypowiedzi plut. „Osy”, żołnierza III Brygady NZW, przekazana w rozmowie kilka miesięcy po wydarzeniach w Puchałach Starych (29 I 1946 r.): Plut. „Osa” wskazywał, że podczas wspólnej jazdy furmani byli wypytywani przez partyzantów, a decyzja o ich rozstrzelaniu zapadła na podstawie informacji, które sami ujawnili.
- Józef Radziszewski z Brańska w relacji złożonej 06.01.2019 r. wobec mnie i mojego syna Rafała powiedział, że przed spaleniem Zań co najmniej dwukrotnie jeździł konno do tej wsi, by doręczyć zamknięte pismo. Kiedy później zapytał, co w tym piśmie było, otrzymał odpowiedź, że było to ostrzeżenie dla mieszkańców wsi w związku z ich prowokacyjnym zachowaniem wobec partyzantów. Józefa Radziszewskiego łączyły więzy rodzinne z Józefem Korzeniewskim „Osą”, stąd też liczne kontakty i zaufanie, jakim został obdarzony. Z racji tego, że relacja ta nie była dotąd znana, załączam nagranie ze spotkania:
11. „Bury” podczas rozprawy sądowej w 1949 r. powiedział krótko: „Furmani zostali rozstrzelani za wrogie ustosunkowanie się do nielegalnych organizacji (organizacji niepodległościowych)”.
Z przytoczonych wypowiedzi i zeznań jednoznacznie wynika, jaki był rzeczywisty stosunek znacznej części ludności białorusko-prawosławnej do polskiego podziemia niepodległościowego. Materiał źródłowy w tej sprawie jest znacznie obszerniejszy, jednak już powyższe przykłady wystarczają do zrozumienia motywów, którymi kierował się Komendant Okręgu NZW, wydając rozkaz realizowany następnie przez oddział kpt. Romualda Rajsa „Burego”.
Przebieg i skutki akcji odwetowej III Wileńskiej Brygady NZW
(realizacja rozkazu Komendanta Okręgu NZW Białystok)
Akcja przeprowadzona w dniach 29 stycznia – 2 lutego 1946 roku doprowadziła do śmierci szeregu osób oraz zniszczenia znacznego dobytku materialnego. Dane dotyczące liczby ofiar śmiertelnych nie są jednoznaczne i różnią się w zależności od źródeł. Najczęściej przyjmowane są jednak następujące szacunki: Zaleszany – 14–15 osób, Puchały Stare – 27–30 osób, Wólka Wygonowska – 2 osoby, Zanie – 24–30 osób, Szpaki – 6–7 osób.
Należy podkreślić, że liczba ofiar śmiertelnych byłaby z całą pewnością znacznie mniejsza, gdyby w Zaleszanach wykonano rozkaz wydany przez „Burego”, nakazujący wszystkim mieszkańcom zgromadzenie się w domu Sacharczuków. Zastosowanie się do tego polecenia uchroniłoby osoby, które poniosły śmierć w płonących zabudowaniach. Wszystko wskazuje również na to, że decyzja o podpaleniu części domów zapadła już w trakcie pobytu oddziału we wsi, jako konsekwencja jawnych aktów oporu.
W najbardziej korzystnym wariancie wydarzenia mogły zakończyć się egzekucją dwóch osób, wobec których dowództwo dysponowało konkretnymi i obciążającymi informacjami.
Znacznie dramatyczniejszy przebieg miała akcja w Zaniach i Szpakach. W Zaniach doszło do regularnej strzelaniny, ponieważ wieś była dobrze uzbrojona. Jak po latach relacjonował jeden z członków rodziny Kołosów, z której część osób zginęła:
„nie poszłoby partyzantom tak łatwo, gdyby na wsi nie zaciął się rkm, bo niezbyt dobrze umieli posługiwać się bronią”.
Osoby, po które przyszli partyzanci, podjęły decyzję o zbrojnej obronie, licząc przy tym na osłonę ze strony własnych rodzin i sąsiadów. W warunkach wymiany ognia sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli, co doprowadziło do śmierci wielu osób postronnych. Była to regularna walka, a nie zaplanowana egzekucja ludności cywilnej.
Siły i wyszkolenie plutonu „Bitnego”, któremu powierzono wykonanie zadania, były nieporównywalne z improwizowaną obroną wiejską. Po stronie partyzanckiej ciężko ranny został „Zryw” – Aleksander Duchnowski. Ze względu na odniesione rany został umieszczony na melinie i nie powrócił już do oddziału. W trakcie leczenia został ujęty, osądzony i osadzony w więzieniu.
Z relacji A. Duchnowskiego wynika, że w Zaniach obecny był również „Modrzew”, gdyż „Zryw” służył w jego drużynie. Jednocześnie brak jest jakichkolwiek przesłanek, by „Bitny” miał wcześniej osobiste zatargi z mieszkańcami Zań. Pochodził z miejscowości Żery Bystre w gminie Grodzisk, oddalonej o około 30 kilometrów, i nic nie wskazuje na to, by wcześniej utrzymywał z tą wsią jakiekolwiek relacje.
Należy natomiast pamiętać, że wywiad struktur konspiracyjnych już od 1939 roku prowadził obserwację Zań i dysponował szczegółową wiedzą na temat osób zaangażowanych w działalność prosowiecką. Aktywiści ci byli na tyle rozzuchwaleni, że wielokrotnie ostrzeliwali oddziały partyzanckie przemieszczające się pobliskim traktem, zwanym gościńcem „warszawskim”.
Również podczas zbliżania się plutonu „Leszka” w Zaniach oddano strzały w jego kierunku.
Można zatem zasadnie przyjąć, że gdyby dowódcy plutonów „Bitnego” i „Leszka” nie zostali ostrzelani, akcja zakończyłaby się wyłącznie wyłuskaniem osób przeznaczonych do ukarania. Zapewne zostałyby one rozstrzelane, jednak ofiary przypadkowe i niewinne miałyby realną szansę przeżyć. Odpowiedzialność za ich śmierć spoczywa więc w znacznie większym stopniu na lokalnych aktywistach, którzy podjęli decyzję o zbrojnym oporze, niż na samych partyzantach.
Rozpowszechniana od lat informacja o rzekomym gwałcie w Szpakach nie znajduje potwierdzenia w żadnym wiarygodnym materiale źródłowym. Jest ona tym mniej prawdopodobna, że w III Wileńskiej Brygadzie NZW obowiązywała surowa dyscyplina, bezwzględnie egzekwowana przez „Burego”. Narracja ta doskonale wpisywała się natomiast w potrzeby propagandowe i była konsekwentnie powielana.
Fałszerstwa, mity i manipulacje wokół sprawy pacyfikacji
Pierwsza zasadnicza obserwacja jest następująca: im większy dystans czasowy od wydarzeń, tym większe rozbieżności w ich późniejszych interpretacjach. Bezpośrednio po akcji zarówno lokalna ludność, jak i sprawcy oraz obserwatorzy zdawali sobie sprawę z tego, że pacyfikacja była formą kary oraz ostrzeżenia skierowanego wobec osób współpracujących z aparatem sowieckim i jego polskimi agendami. Nie funkcjonowała wówczas narracja o konflikcie narodowościowym czy religijnym.
Wraz z upływem lat zaczęto jednak nadawać tym wydarzeniom nową interpretację ideologiczną. Współpraca z instalatorami sowieckiego systemu władzy w Polsce nie mogła być przedstawiana jako postawa neutralna lub pragmatyczna, dlatego stopniowo wysuwano na pierwszy plan wątek narodowościowo-religijny. Taka interpretacja pozwalała kwalifikować wydarzenia z początku 1946 roku jako zbrodnię ludobójstwa, co z kolei otwierało drogę do długofalowych działań propagandowych i politycznych.
Proces ten nie był ani spontaniczny, ani jednorazowy. Został rozciągnięty w czasie i konsekwentnie realizowany. W jego ramach zadbano o to, by w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej funkcjonował pion prokuratorski formalnie niezależny od ustaleń historiografii, a więc niewiązany wynikami badań prowadzonych przez zawodowych historyków.
W komunikacie IPN z 21 marca 2019 roku wprost wskazano, że specyfika i cele postępowań prokuratorskich różnią się od zasad i celów pracy naukowej. Oznacza to w praktyce, że prokurator nie jest zobowiązany do respektowania ustaleń historiografii i może formułować własne oceny, nawet jeśli pozostają one w sprzeczności z wynikami badań naukowych.
Konsekwencje takiego stanu rzeczy były widoczne już wcześniej. Dnia 30 czerwca 2005 roku prokurator IPN w Białymstoku umorzył śledztwo S 28/02/Zi, jednocześnie stwierdzając w ustaleniach końcowych, że zabójstwa oraz usiłowania zabójstw dokonane podczas pacyfikacji w dniach 29 stycznia – 2 lutego 1946 roku należy zakwalifikować jako mające znamiona zbrodni ludobójstwa. Choć postępowanie zakończyło się umorzeniem, sama kwalifikacja prawna stała się podstawą do budowania narracji o rzekomo „ludobójczym” charakterze działań III Wileńskiej Brygady NZW.
Stwierdzenie to zostało natychmiast wykorzystane przez środowiska białorusko-prawosławne oraz sprzyjające im media jako główny argument w tworzeniu czarnej legendy tej formacji. W odpowiedzi, 11 marca 2019 roku IPN opublikował oświadczenie, w którym wskazano, że „w świetle najnowszych badań naukowych informacje zawarte w ustaleniach końcowych śledztwa Burego w wielu obszarach są wadliwe”.
Oświadczenie to zostało jednak szybko zneutralizowane. Już 21 marca 2019 roku ukazał się kolejny komunikat IPN, w którym stwierdzono, że „żadne interpretacje naukowe, nawet dalece rozmijające się z sentencją umorzenia śledztwa, nie mogą zmienić decyzji prokuratora”. Był to jednoznaczny sygnał, że to nie badania historyczne, lecz decyzje procesowe mają decydujące znaczenie dla obowiązującej narracji.
Warto podkreślić, że w toku tego śledztwa prokurator arbitralnie decydował, które zeznania należy pominąć, a które uznać za wiarygodne. Zeznania niepasujące do przyjętej tezy — zwłaszcza te obciążające lokalnych aktywistów prosowieckich — były marginalizowane lub pomijane. Jednocześnie wprowadzano relacje składane po kilkudziesięciu latach od wydarzeń, których autorzy wcześniej nie przypominali sobie kluczowych faktów.
Szczególnie znamienny jest fakt konsekwentnego podtrzymywania tezy o rzekomym strzelaniu do kobiet i dzieci w Zaleszanach. Prokurator dysponował zarówno podstawami prawnymi, jak i możliwościami przeprowadzenia ekshumacji, które mogłyby tę tezę jednoznacznie potwierdzić bądź obalić. Decyzja o ich nieprzeprowadzaniu była świadoma i znamienna.
Do tych wszystkich zabiegów dołączyć należy również wizytę Prezydenta RP Andrzeja Dudy 7 czerwca 2021 roku w Zaleszanach, gdzie oddał on należne honory ofiarom pacyfikacji i umocnił lokalną społeczność w kształtowaniu ich tożsamości jako męczenników za wiarę i białoruskość. W swoim przemówieniu wyraził solidarność z rodzinami i lokalną społecznością, a także z ruchem Autonomii Podlasia oraz Forum Mniejszości Podlasia. Wyrażając ubolewanie nad faktem mordu dokonanego przez „Burego”, pominął fakt, że „Bury” został oczyszczony z tego zarzutu wyrokiem Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie z 15 września 1995 roku, który pozostaje jedynym prawomocnym aktem prawnym obowiązującym w tej sprawie. W efekcie wyszło na to, że zwierzchnik Sił Zbrojnych RP i strażnik konstytucyjnej praworządności podważył własne prerogatywy.
Swoją wizytą wsparł on proces budowy ośrodka kultu męczeństwa rzekomo umęczonego w Polsce narodu białoruskiego. Wizyta Prezydenta RP została poprzedzona znamiennym wydarzeniem – kanonizacją męczenników za wiarę prawosławną, ofiar pacyfikacji dokonanej przez oddział III Wileńskiej Brygady NZW, przeprowadzoną decyzją Soboru Biskupów Cerkwi Prawosławnej z 17 marca 2020 roku.
Uroczystość ku czci nowym świętym odbyła się 2 lutego 2021 roku w cerkwi św. Symeona Słupnika w Brańsku. Z Brańska pochodziło wielu żołnierzy III Wileńskiej Brygady NZW. W uroczystościach uczestniczył ówczesny burmistrz Brańska, zapewne nieświadomy pełnego kontekstu tej sytuacji.
Opis powyższych zdarzeń prowadzi do współczesnego finału tej sprawy, który ma już nie tylko wymiar historyczny, lecz również polityczny i prawny.
Dnia 19 marca 2025 roku do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej wpłynął poselski projekt ustawy o zadośćuczynieniu ofiarom przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945–1946 (druk sejmowy nr 2030 – https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=4F8FCF8FA1B52122C1258D54006A6289). Projekt ten wprost odwołuje się do wydarzeń z początku 1946 roku na terenie powiatu bielskiego, choć czyni to w sposób pośredni, poprzez ogólną kategorię -przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym.
7 stycznia marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty skierował projekt do pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu, które ma się odbyć 10 lutego bieżącego roku. W styczniu marszałek Włodzimierz Czarzasty rozesłał również zaproszenia do wójtów i burmistrzów na uroczystości rocznicowe w Zaleszanach. Widać więc, jak bardzo sprawa ta jest mu bliska. Po objęciu funkcji nie trzeba było długo czekać, by nadać jej dalszy bieg.
Dla porządku należy odnotować, że 29 marca 2025 roku projekt ustawy został skierowany do zaopiniowania przez organizacje samorządowe. Etap ten przeszedł jednak bez echa — nie wywołał szerszej debaty ani reakcji ze strony samorządów, zajętych bieżącymi problemami administracyjnymi i kalkulacjami wyborczymi.
Pozostaje pytanie o dalszy bieg prac legislacyjnych oraz o konsekwencje przyjęcia narracji, która wydarzenia z lat 1945–1946 interpretuje w oderwaniu od realiów wojny domowej, sowieckiej okupacji i zbrojnej walki podziemia niepodległościowego. Skutkiem takiego podejścia jest nie tylko uproszczenie historii, lecz również przeniesienie odpowiedzialności z konkretnych postaw i działań na abstrakcyjne kategorie zbiorowe.
Pozostaje obserwować, jak przebiegnie dyskusja sejmowa. Na wszelki wypadek pozostaje już tylko odkładać oszczędności na przyszłe „zadośćuczynienia”. Tak właśnie działa nieświadomość oraz historyczna i społeczna inercja.
Mieczysław Korzeniewski
Post scriptum.
Problematyka ta była wielokrotnie podejmowana i rzetelnie opracowana w pracach historyków takich jak, Jerzy Kułak, Kazimierz Krajewski, mecenas Grzegorz Wąsowicz, Tomasz Łabuszewski oraz Michał Ostapiuk – i każdy, kto poszukuje opracowań naukowych, powinien w pierwszej kolejności sięgnąć właśnie po ich publikacje. Niniejszy tekst ma natomiast charakter publicystyczny: obok ustaleń źródłowych i dorobku historiografii uwzględnia on wieloletnie doświadczenie autora oraz obserwacje wyniesione z rozmów zarówno z uczestnikami tamtych wydarzeń, jak i z mieszkańcami regionu sięgającymi pamięcią do tamtych lat, którzy nigdy wcześniej nie mieli możliwości przedstawienia swoich relacji i spostrzeżeń w bezpośrednim kontakcie z zawodowymi historykami.
