Debata czy zarządzanie narracją? O standardach lokalnej dyskusji publicznej

Mój ostatni felieton dotyczący zmian w sposobie komunikacji samorządowej w Brańsku wywołał reakcję profilu InfoBrańsk. Pojawiła się również wymiana komentarzy.

W pewnym momencie autorzy profilu zapowiedzieli, że moje kolejne wypowiedzi będą usuwane. Skoro więc dalsza dyskusja pod ich postem ma zostać administracyjnie zakończona, uznałem, że najlepszym miejscem na odniesienie się do poruszonych kwestii będzie własna strona. Pozwala to spokojnie przedstawić argumenty, zamiast uczestniczyć w krótkiej i z góry ograniczonej wymianie komentarzy.

Nie chodzi jednak o jeden profil ani jeden spór. Ta sytuacja jest po prostu dobrym przykładem tego, jak dziś coraz częściej wygląda lokalna debata publiczna.

Profil wrócił. I bardzo dobrze.

Zacznijmy od faktów.

W chwili publikacji mojego felietonu profil InfoBrańsk był niewidoczny na Facebooku. Zweryfikowałem to kilkukrotnie, również z pomocą innych osób. Profilu nie było. Pojawił się ponownie już po mojej publikacji. Wskazują na to zarówno pierwszy opublikowany wpis, jak i pierwsze komentarze po przywróceniu profilu.

Obecnie widać, że ostatni post przed przerwą pochodził z 30.06, a powrót nastąpił 20.07.

Autorzy wyjaśnili, że była to konsekwencja prób przejęcia konta i procedury weryfikacyjnej po stronie Facebooka. Przyjmuję to wyjaśnienie do wiadomości.

Nie zmienia to jednak istoty sprawy. W momencie publikacji profil był niedostępny, a jego anonimowy charakter uniemożliwiał weryfikację przyczyn.

Co ważniejsze — nie o tym był mój felieton.

InfoBrańsk pojawił się w nim wyłącznie jako przykład szerszego zjawiska: zmian w komunikacji samorządowej, rosnącej roli anonimowych profili oraz zacierania granicy między informowaniem a budowaniem wizerunku.

Fakt, że profil dziś działa, działa wręcz na korzyść tej dyskusji. Każdy może sam zapoznać się z publikowanymi treściami i wyrobić sobie własną opinię.

Atak zamiast argumentu

Różnica poglądów jest naturalna. Nie oczekuję zgody.

Zaskakuje jednak sposób prowadzenia polemiki.

Przeczytałem, że mój tekst jest „długi i nudny jak flaki z olejem”, a ja sam powinienem „iść podlać kwiaty albo posadzić roślinę”.

Każdy ma prawo do opinii. Problem w tym, że nie jest to odpowiedź na żaden z argumentów.

Nie wskazano błędów rzeczowych. Nie zakwestionowano tez. Nie podjęto próby polemiki.

Oceniono autora.

W retoryce nazywa się to wprost: argument ad personam. Zamiast odnosić się do argumentów, uderza się w osobę, która je przedstawia.

Efekt jest prosty — rozmowa przestaje dotyczyć spraw, a zaczyna dotyczyć ludzi.

Paszkwil czy polemika?

W odpowiedzi na mój felieton pojawiło się również określenie, że publikowane przeze mnie teksty są „negatywnymi paszkwilami”.

To mocne słowo, dlatego warto na chwilę się przy nim zatrzymać.

Zgodnie ze Słownikiem języka polskiego PWN, paszkwil to utwór lub wypowiedź zawierająca oszczercze, znieważające lub złośliwe ataki na konkretną osobę albo instytucję.

Nie zamierzam przekonywać nikogo, że moje teksty są nieomylne. Publicystyka z natury rzeczy podlega ocenie i polemice. Jeżeli popełniam błędy, warto je wskazać. Jeżeli wyciągam zbyt daleko idące wnioski, również warto z nimi dyskutować.

Samo nazwanie tekstu „paszkwilem” nie odpowiada jednak na pytanie, które przedstawione w nim tezy są nieprawdziwe, jakie fakty zostały przekłamane ani gdzie autor dopuścił się manipulacji.

Jeżeli ktoś używa tak poważnego określenia, dobrze byłoby wskazać choć jeden konkretny fragment zawierający oszczerstwo lub świadome przekłamanie. Tego jednak zabrakło.

W debacie publicznej warto odróżniać ocenę od argumentu. Mocne określenia mogą robić wrażenie, ale same w sobie nie zastępują rzeczowej polemiki.

Czy moje publikacje rzeczywiście zasługują na takie miano? To pozostawiam ocenie Czytelników.

Wszystkie artykuły są publicznie dostępne. Każdy może przeczytać je w całości i sam zdecydować, czy ma do czynienia z paszkwilem, czy z publicystyką opartą na faktach, dokumentach, zadawaniu pytań i przedstawianiu własnych wniosków.

Ucieczka od tematu

Drugim elementem tej dyskusji było wyraźne przesunięcie jej na temat poboczny.

Znaczna część odpowiedzi została poświęcona wyjaśnianiu powodów czasowej niedostępności profilu.

To cenna informacja, ale nie była ona przedmiotem mojego felietonu. Nawet przyjmując te wyjaśnienia w całości, nie zmienia to głównych tez tekstu.

Pisałem o przejrzystości komunikacji, anonimowości oraz roli lokalnych mediów i profili społecznościowych.

W efekcie główne tezy mojego felietonu pozostały bez odpowiedzi.

Zwróciłem uwagę jeszcze na jedną rzecz. Autor odpowiedzi zarzuca mi pośpiech i brak rozeznania, jednocześnie kilkukrotnie przypisując Kamilowi Pietraszko działania, których nie podjął.

To nie Kamil poinformował o zniknięciu profilu InfoBrańsk — zrobiłem to ja we własnym felietonie. Nie on również sugerował, że profil został definitywnie usunięty przez Facebooka. Mimo to w odpowiedzi pojawiają się wezwania, aby „przekazać Kamilowi”, że powinien usunąć swój wpis, jak gdyby to on był autorem stawianych tez.

Trudno też nie zauważyć, że w odpowiedzi pojawia się wyraźne nawiązanie do wcześniejszego sporu z Kamilem Pietraszko.

Brak odpowiedzi na kluczowe pytania

Najbardziej widoczne jest jednak to, czego w tej dyskusji zabrakło.

Felieton nie sprowadza się do jednego sporu, lecz pokazuje szersze zjawiska, które wymagają uczciwej odpowiedzi:

– czy anonimowe profile mogą realnie wpływać na lokalną debatę i pozostawać poza odpowiedzialnością,

– czy komunikacja samorządu staje się bardziej informacją, czy już przede wszystkim narracją,

– gdzie w praktyce przebiega granica między formalną jawnością a rzeczywistą przejrzystością.

Do żadnego z tych zagadnień się nie odniesiono.

Zamiast tego pojawiły się oceny autora, przypisywanie motywów i uwagi niezwiązane z meritum sprawy.

Transparentność nadal pozostaje pytaniem

Jedno pytanie powraca szczególnie wyraźnie:

Kto prowadzi profil InfoBrańsk?

Odpowiedzi nadal nie ma.

Nie oznacza to, że anonimowość zawsze jest czymś niewłaściwym. Są sytuacje, w których bywa uzasadniona.

Jeżeli jednak anonimowy profil regularnie komentuje działania władz, ocenia konkretne osoby i uczestniczy w lokalnej debacie publicznej, pytanie o odpowiedzialność za publikowane treści jest czymś naturalnym.

Otwarte pozostaje również pytanie o ewentualne powiązania autorów z władzami miejskimi.

Czy jest to rzeczywiście niezależna inicjatywa, czy profil pozostający w bliższych relacjach z lokalną władzą?

To nie jest pytanie złośliwe. To jest pytanie o standardy.

Debata czy zarządzanie narracją?

Najbardziej wymowne okazało się zakończenie całej sytuacji.

Zapowiedziano usuwanie moich kolejnych komentarzy.

Oczywiście każdy administrator ma prawo moderować własną przestrzeń. Problem nie leży w samej moderacji, lecz w schemacie, który się tu ujawnia:

– najpierw publiczna odpowiedź,

– potem ocena autora zamiast argumentów,

– następnie przypisywanie motywów,

– a na końcu zamknięcie dyskusji.

Nie chodzi o intencje. Chodzi o efekt. A efektem jest zastępowanie debaty zarządzaniem przekazem.

Na zakończenie

Różnica zdań jest naturalną częścią debaty publicznej. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zamiast odpowiadać na argumenty, zastępujemy je ocenami, zmianą tematu lub kontrolowaniem przebiegu dyskusji.

Zachęcam więc do przeczytania zarówno mojego wcześniejszego felietonu, jak i odpowiedzi profilu InfoBrańsk. Nie po to, by przyznać rację którejkolwiek ze stron, lecz by samodzielnie wyrobić sobie opinię.

Na co dzień mieszkańcy bez trudu znajdą informacje o sukcesach i działaniach władz. Znacznie trudniej znaleźć miejsce na pytania, wątpliwości czy sprawy niewygodne. Dlatego moje teksty często dotyczą właśnie takich tematów. Nie dlatego, że krytyka jest celem samym w sobie, lecz dlatego, że bez niej obraz lokalnej rzeczywistości pozostaje niepełny.

Nie oczekuję, że Czytelnicy podzielą moje oceny. Chciałbym jedynie, aby mieli dostęp do różnych faktów, argumentów i punktów widzenia. Wierzę, że rolą niezależnej publicystyki nie jest mówienie ludziom, co mają myśleć, lecz zadawanie pytań tam, gdzie inni ich nie zadają, i uzupełnianie debaty o głos, którego często w niej brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w przeglądarce użytkownika i służą do wykonywania funkcji, takich jak rozpoznawanie użytkownika po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla niego najbardziej interesujące i użyteczne.

Możesz dostosować wszystkie ustawienia plików cookie, przeglądając karty po lewej stronie.