Samorząd nie wygląda dziś tak jak jeszcze kilkanaście lat temu. Zmienił się sposób zarządzania, oczekiwania mieszkańców i przede wszystkim sposób komunikacji – Facebook, Instagram, krótkie filmy i starannie przygotowane fotografie stały się codziennością niemal każdego urzędu. Również w Brańsku widać, że samorząd coraz lepiej potrafi opowiadać o swojej działalności.
Samo w sobie to zjawisko pozytywne. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dzieje się w mieście, jakie inwestycje są realizowane i jakie decyzje podejmują ich przedstawiciele. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy poznają przede wszystkim efekt końcowy, a coraz rzadziej mają możliwość obserwowania samego procesu podejmowania decyzji.
Przejrzystość a rzeczywistość.
Formalnie przejrzystości jest dziś więcej niż kiedyś. Sesje rady miasta są transmitowane, nagrania pozostają dostępne, można sprawdzić przebieg głosowań i stanowiska radnych. W praktyce jednak najważniejsza dyskusja często odbywa się wcześniej.
Wiele spraw omawia się na komisjach, roboczych spotkaniach lub w trakcie nieformalnych rozmów. To właśnie tam zapadają najważniejsze ustalenia, podczas gdy komisje – choć co do zasady jawne – nie są transmitowane, a protokoły nie oddają pełnego przebiegu dyskusji. Kiedy sprawa trafia później pod obrady rady, stanowiska bywają już wypracowane, a sesja staje się głównie formalnym zatwierdzeniem wcześniejszych ustaleń.
Sama transmisja sesji nie wystarczy więc, by mówić o pełnej przejrzystości. Jeżeli informacje o komisjach i posiedzeniach pojawiają się zbyt późno albo nie docierają do mieszkańców kanałami, z których faktycznie korzystają, możliwość udziału w życiu samorządu pozostaje w dużej mierze teoretyczna. Mieszkańcy mogą obejrzeć finał procesu decyzyjnego, ale nie zawsze jego najważniejszy etap.
Dobrze pokazała to ostatnia dyskusja dotycząca mykwy. Niezależnie od oceny samej sprawy wielu mieszkańców miało poczucie, że publiczna debata rozpoczęła się dopiero wtedy, gdy najważniejsze decyzje były już w praktyce przesądzone. Nie chodzi tu o ocenę konkretnego rozstrzygnięcia, lecz o mechanizm funkcjonowania lokalnej debaty. Podobne sytuacje mogą dotyczyć różnych spraw. Łaźnia jest jedynie przykładem mechanizmu, o którym chciałbym napisać.
Samorząd coraz bardziej partyjny
Zmienia się również charakter lokalnej polityki. Jeszcze kilkanaście lat temu wiele gmin opierało się przede wszystkim na lokalnych komitetach wyborczych, dziś samorządy coraz częściej stają się elementem szerszych struktur partyjnych. Tak jest również w Brańsku.
Nie musi to być zjawisko wyłącznie negatywne – powiązanie z dużą partią może ułatwiać pozyskiwanie środków, budowanie kontaktów i skuteczniejsze zabieganie o inwestycje. Wraz z politycznym zapleczem do samorządu przenikają jednak metody znane z polityki krajowej: profesjonalny marketing, budowanie przekazu i kontrolowanie narracji.
Samorząd powinien przede wszystkim rozwiązywać problemy mieszkańców. Marketing może pomagać informować o wykonanej pracy, ale nie powinien zastępować otwartej rozmowy z mieszkańcami.
Historia pewnego profilu
Do napisania tego tekstu skłoniło mnie zniknięcie z Facebooka strony Info Brańsk. Profil, który jeszcze kilka tygodni temu regularnie publikował informacje z życia miasta, po prostu przestał istnieć.
Powstał w lutym 2025 roku jako lokalny portal informacyjny i miał być alternatywą dla istniejących już mediów, takich jak Bransk.eu czy prowadzony przez Kamila Pietraszko profil Brańsk Non Stop. W niespełna półtora roku zgromadził około 800 obserwujących, co jak na lokalne warunki było wynikiem całkiem dobrym.
Już od początku uwagę zwracał jednak charakter publikowanych treści. Zdecydowaną większość stanowiły informacje pokazujące sukcesy obecnych władz miasta, trudno było znaleźć materiały krytyczne, polemiki czy próbę przedstawienia różnych punktów widzenia. Z czasem profil coraz bardziej przypominał drugą stronę oficjalnej komunikacji miasta niż niezależne medium.
Nie ma nic złego w prowadzeniu profilu sympatyzującego z określonym środowiskiem – medium ma prawo mieć swoje poglądy. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy przedstawia się jako niezależne, a odbiorcy nie wiedzą, kto faktycznie odpowiada za publikowane treści.
Relacja, która zwracała uwagę
Było jednak jeszcze coś, co zwracało moją uwagę. Nie przypominam sobie, aby oficjalny profil Miasta Brańsk w podobny sposób angażował się w dyskusje prowadzone na Bransk.eu czy profilu Kamila Pietraszko. Tymczasem pod wpisami Info Brańsk regularnie można było obserwować wzajemne komentarze, odpowiedzi i bardzo życzliwą wymianę zdań.
W jednej z takich sytuacji, po opublikowaniu materiału przez Info Brańsk, Urząd Miasta opublikował komentarz zachęcający autora do odebrania zestawu miejskich gadżetów, na co profil odpowiedział, że „takie odpowiedzi na kreatywność mieszkańców szanujemy”. Sam taki dialog oczywiście niczego nie dowodzi, ale stanowi poszlakę wskazującą na wyjątkowo bliską relację pomiędzy anonimowym profilem a oficjalnym profilem miasta.

Czy stronę prowadził ktoś związany z Urzędem Miasta? Nie wiem. I właśnie to, że nie wiemy, wydaje mi się w tej historii najważniejsze.
Zniknięcie bez wyjaśnienia
W lipcu 2026 roku Info Brańsk zniknęło równie nagle, jak się pojawiło. Nie opublikowano żadnego komunikatu, nie pożegnano się z obserwującymi i nie wyjaśniono powodów zakończenia działalności.
Szybko pojawiły się różne spekulacje – jedni wiązali zniknięcie profilu z dyskusją po Brańskich Dniach Kultury, inni z możliwymi zmianami personalnymi w urzędzie miasta. Nie wiem, która z tych wersji jest prawdziwa, być może żadna. Nie zamierzam więc ich rozstrzygać.
Znacznie ważniejsze wydaje mi się inne pytanie.
Kto mówi do mieszkańców?
Przez cały okres działalności Info Brańsk mieszkańcy nie wiedzieli, kto stoi za tym profilem. Nie było nazwiska autora, składu redakcji ani informacji o wydawcy, nie było też osoby, która publicznie brałaby odpowiedzialność za publikowane treści.
To uważam za największy problem całej tej historii. Nie dlatego, że anonimowość z góry oznacza złe intencje – w internecie wiele osób publikuje anonimowo z różnych powodów. Jeżeli jednak ktoś chce wpływać na opinię publiczną i przedstawia się jako medium informacyjne, powinien mieć odwagę podpisać się pod własnymi słowami.
Czytelnik ma prawo wiedzieć, kto przekazuje mu informacje i z jakiej pozycji to robi. Ma również prawo sam ocenić, czy autor pozostaje niezależny, czy jest związany z osobami lub instytucjami, których działalność opisuje. Medium ma prawo mieć poglądy, ale nie ma prawa oczekiwać pełnego zaufania, jeżeli ukrywa przed odbiorcami, kto za nim stoi.
Historia Info Brańsk nie jest więc tylko opowieścią o jednym profilu na Facebooku. To przypomnienie, że warto z dystansem podchodzić do anonimowych źródeł informacji – nie po to, by z góry im nie ufać, ale po to, by pamiętać, że trwałe zaufanie wymaga przejrzystości.
Ambicje i odpowiedzialność
Obserwując sposób prowadzenia komunikacji przez Urząd Miasta, trudno nie zauważyć jeszcze jednego zjawiska. Coraz częściej materiały publikowane są jednocześnie pod szyldem „Miasto Brańsk” oraz „Agata Puchalska”, a granica pomiędzy promocją miasta a budowaniem osobistego wizerunku burmistrz staje się coraz mniej wyraźna.
Można odnieść wrażenie, że komunikacja urzędu pełni dziś dwie funkcje. Z jednej strony informuje mieszkańców o działaniach samorządu, z drugiej – konsekwentnie buduje rozpoznawalność osoby stojącej na jego czele.
Burmistrz, jako osoba stojąca na czele samorządu, siłą rzeczy staje się jego najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem. Nie oznacza to jednak, że sukcesy samorządu są wyłącznie sukcesami jednej osoby.
Dlatego warto zachować proporcje pomiędzy promocją miasta a promocją osób pełniących funkcje publiczne. Jeżeli sukcesy mają mieć twarz jednej osoby, mieszkańcy mają również prawo oczekiwać, że z taką samą otwartością będzie ona identyfikować się z porażkami, opóźnieniami czy błędami. Odpowiedzialność nie może być wybiórcza.
Po co powstał ten tekst?
Pisząc ten artykuł, nie próbuję przekonywać nikogo, że Bransk.eu jest medium idealnym – doskonale wiem, że nim nie jest. Od lat staram się tworzyć niezależne miejsce do rozmowy o Brańsku, wcześniej również poprzez Przegląd Tygodnia.
Problem jest prosty: niezależna lokalna publicystyka wymaga ogromnej ilości czasu, a w praktyce nie stoi za nią żadne finansowanie. Nawet wsparcie Kamila Pietraszko nie rozwiązało tego problemu – trudno oczekiwać, by ktoś latami poświęcał kilka godzin dziennie na w pełni społeczną pracę.
Dlatego Bransk.eu nie opisuje każdej sesji, każdej komisji i każdej decyzji samorządu – po prostu nie mamy takich możliwości. Staram się jednak zapewnić coś innego: niezależność.
Nie jestem związany z żadną partią polityczną, nie otrzymuję pieniędzy z budżetu miasta i nie muszę dostosowywać publikowanych treści do oczekiwań kogokolwiek. Dzięki temu mogę pisać również o sprawach trudnych i niewygodnych. Niezależność ma swoją cenę. Czasem oznacza krytykę, pomówienia czy próby wywierania presji. Jest to jednak cena, którą warto płacić za możliwość swobodnego zadawania pytań.
Być może właśnie dlatego część Czytelników ma wrażenie, że na Bransk.eu częściej pojawiają się teksty krytyczne wobec władz niż materiały pokazujące ich sukcesy. Jest w tym trochę prawdy – nie dlatego, że sukcesów nie ma, ale dlatego, że o tych sukcesach codziennie informują już oficjalne kanały miasta, regularnie, profesjonalnie i z dużą skutecznością.
Jeżeli natomiast pojawia się temat trudny, kontrowersyjny albo taki, którego nikt inny nie chce poruszyć, bardzo często okazuje się, że pozostaje tylko Bransk.eu. Nie uważam, że tak powinno wyglądać lokalne życie medialne.
Brańsk zasługuje na prawdziwe, profesjonalne i niezależne media: obecne na sesjach, komisjach i spotkaniach z mieszkańcami, opisujące zarówno sukcesy samorządu, jak i jego błędy, zadające pytania każdej władzy – niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Na razie robię tyle, ile jestem w stanie. Mam nadzieję, że z czasem uda się zrobić znacznie więcej.
Kto traci najwięcej?
Największym przegranym modelu komunikacji, o którym pisałem w tym artykule, nie jest ani samorząd, ani lokalne media. Są nim przede wszystkim mieszkańcy.
To oni coraz częściej otrzymują gotowy przekaz zamiast możliwości uczestniczenia w dyskusji jeszcze przed podjęciem decyzji. A przecież właśnie na tym polega istota samorządności – nie tylko na informowaniu o decyzjach, ale również na tworzeniu przestrzeni do rozmowy, zanim zapadną najważniejsze rozstrzygnięcia.
Samorząd powinien informować mieszkańców o swojej działalności. Nie powinien jednak zastępować przejrzystości marketingiem ani otwartej debaty gotowym przekazem.
Uważam, że samorząd nie potrzebuje przede wszystkim dobrego marketingu. Potrzebuje zaufania mieszkańców. A zaufanie buduje się przejrzystością, odpowiedzialnością i gotowością do rozmowy.
