Człowiek wielkiego serca i wiary – wspomnienie o Jakubie

Aż trudno uwierzyć, że odszedł na zawsze, choć widząc rozwój choroby, można było się tego spodziewać. Tliła się jednak nadzieja — przecież był tak młody, pełen życia i energii.

W mojej czterdziestoletniej pracy zawodowej i pedagogicznej nie spotkałem nikogo równie oryginalnego. Nie dlatego, że był wybitnym uczniem, lecz z powodu swojej osobowości.

Chyba pierwszy raz usłyszałem o nim, gdy był w trzeciej klasie. Wtedy mój chrześniak Maciek powiedział: „Mam takiego kolegę, który mówi, że jak zechce, to sprawi, że w Brańsku będzie średniowiecze”. Skomentowałem żartobliwie: „Więc musi to być ktoś wielki i bardzo oryginalny”. Nie myliłem się.

Wkrótce potem, gdy był już w czwartej klasie, poznałem go osobiście — najpierw na lekcjach WF-u, później w drużynie harcerskiej, którą prowadziłem przy szkole, a jeszcze później, już na emeryturze, spotykaliśmy się na moim podwórku lub w mieszkaniu. Przez rok lub dwa prowadziłem także zajęcia z jego klasą w ramach „ścieżki prozdrowotnej”.

Wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomnę. Klasa była niezwykle niesforna i rozbrykana. Aby móc realizować materiał, przez dwa miesiące uczyłem ich podstawowych zasad: wchodzenia i wychodzenia z klasy, siadania, wstawania, skupienia uwagi.

Pamiętam, że Kuba z Maćkiem siedzieli w pierwszej ławce, tuż przed moim biurkiem. Oni akurat zachowywali się bardzo grzecznie. Podczas jednych z takich „ćwiczeń” Kuba spojrzał na mnie ze współczuciem, wyjął różaniec i po cichu zaczął się modlić. Przyznam, byłem pod ogromnym wrażeniem.

Później, już po lekcji, kiedy powiedziałem mu, że bardzo mnie tym zaskoczył, odpowiedział: „Proszę pana, nie chciałem tracić czasu. Modląc się na różańcu za klasę, chciałem panu pomóc”. Byłem jednocześnie wzruszony, zaskoczony i rozbawiony.

Przez kolejne dziesięć lat zawiązała się między nami więź — mimo różnicy wieku. Okazji do spotkań dostarczało harcerstwo, życie szkolne, a później także sprawy prywatne.

W osobowości Jakuba fascynowały mnie: prostolinijne, dosłowne pojmowanie sprawiedliwości i odwagi oraz głęboka religijność. Już jako dziecko był w nim obecny człowiek dojrzały — dziecięca prostota i dorosłość w jednej osobie.

Na zbiórkach harcerskich uczyłem ich piosenek, ale także pieśni historycznych. I tu znów mnie zaskoczył — choć nie był szczególnie uzdolniony muzycznie, okazał się niezwykle dojrzały w odbiorze. Jego ulubioną pieśnią był „Hymn do miłości Ojczyzny” Ignacego Krasickiego oraz „Marsz strzelców z 1863 roku” Władysława Ludwika Anczyca. W obu tekstach język jest trudny, archaiczny, a melodia — zwłaszcza hymnu — wymagająca, a jednak piękna i podniosła.

Nasza znajomość urwała się, gdy nagle zniknął — wyjechał. Mogę więc powiedzieć, że choć nasze drogi zeszły się na niezbyt długi czas — około dekady — przeżyliśmy wspólnie bardzo wiele.

Niech to krótkie wspomnienie o śp. Jakubie będzie hołdem pamięci i podziękowaniem za wspólnie dany nam czas.

Niech Aniołowie zaniosą Jego duszę przed tron Boga Najwyższego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w przeglądarce użytkownika i służą do wykonywania funkcji, takich jak rozpoznawanie użytkownika po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla niego najbardziej interesujące i użyteczne.

Możesz dostosować wszystkie ustawienia plików cookie, przeglądając karty po lewej stronie.